Nr 1   Katowice 5 grudnia 2003 rok  Filharmonia Śląska

Z tradycją ku przyszłości


  


Transmitowany z sali Filharmonii Śląskiej przez radio i telewizję koncert inaugurujący VII Międzynarodowy Konkurs Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga przedstawić ma muzykę naszego mistrza batuty i kompozytora

oraz jego przyjaciela, Karola Szymanowskiego. Ma też rozniecić ponowne zainteresowanie twórczością wielkiego katowiczanina, Bolesława Szabelskiego, którego muzyki pierwszym kreatorem często był prof. Karol Stryja, twórca katowickiego konkursu. Notabene Bolesław Szabelski – to uczeń Karola Szymanowskiego.

Wychowankiem Karola Stryji - taką dawną pisownię stosujemy na Śląsku z szacunku dla Profesora - jest artystyczny dyrektor Filharmonii Śląskiej i konkursu, jego laureat z 1991 r., Mirosław J. Błaszczyk. Będzie w jury, z m. in. triumfatorami naszego konkursu Japończykiem Chikarą Imamurą (1983) i Niemcem Michaelem Zilmem (1987) oraz laureatami poprzedzających międzynarodowe, konkursów ogólnopolskich: katowiczaninem Jerzym Salwarowskim i Markiem Pijarowskim. Ten jest z kolei wychowankiem prof. Tadeusza Strugały, który pełnić będzie obowiązki szefa międzynarodowego jury; honorowe przewodnictwo przyjął legendarny szef F.Śl. w latach 1949-54, Stanisław Skrowaczewski.

Przypomnijmy, że Tadeusz Strugała w Katowicach kończył liceum muzyczne i jako dziecko „podglądał” próby Grzegorza Fitelberga z Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia, której dyrekcję pełnił potem w latach 70. Maestro Strugała jest właścicielem złotej plakietki z monogramem GF, podarowanej Grzegorzowi Fitelbergowi przez muzyków orkiestry księcia Lubomirskiego w 1910 r., w dniu benefisu artysty. To dziś talizman, bez którego Tadeusz Strugała nigdy nie dyryguje.

Jak widać, w Katowicach poszukiwanie nowych muzycznych osobowości intrygująco splata się z bogatymi tradycjami. Są jeszcze inne związki. Jak zapowiedział dyrektor VII Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. G. Fitelberga, prof. Leon Markiewicz, będzie u nas m. in. Marianne Granvig - prezydent Światowej Federacji Międzynarodowych Konkursów Muzycznych i sekretarz Konkursu Carla A. Nielsena w Odense; inicjatorem tego duńskiego turnieju był Karol Stryja. Gościć też będziemy niegdysiejszego wiceprezydenta ŚFMKM, Richarda Rodzińskiego, syna sławnego dyrygenta Opery Lwowskiej, Opery i Filharmonii Warszawskiej a potem orkiestr amerykańskich w Filadelfii, Los Angeles, Cleveland, Nowym Jorku i Chicago, Artura Rodzińskiego, śmierci którego 45. rocznica minęła 27 listopada.

ms


 

 

Jaki konkurs?

 


Zdaniem jego dyrektora, prof. Leona Markiewicza – w organizacyjnych i programowych ramach taki, jak poprzednie. Zrezygnowano jedynie z etapu eliminacyjnego. Wstępną selekcję 107 kandydatów umożliwiły rejestracje magnetowidowe. Zaproszono do Katowic 40 i sześciu rezerwowych dyrygentów z całego świata.

Startujący przed występem zgłaszać będą proponowany repertuar (po trzy utwory w grupie) i z tych losować po utworze do konkursowego występu. Na skupienie się nad nim będą mieli pół godziny.

 Mirosław Jacek Błaszczyk (na zdjęciu obok), który przygotowywał filharmoników do występu w konkursie, uważa program za bardzo trudny. Dlatego wiele przewidywanych w nim kompozycji znalazło się w przedkonkursowych koncertach Filharmonii Śląskiej.  Żeby orkiestra miała repertuar „w palcach” a słuchacze mogli oczekiwać ciekawych interpretacji młodych dyrygentów – mówi dyrektor artystyczny F.Śl.  i konkursu.

Dla muzyków orkiestry konkurs jest wielkim świętem ale i ciężką, odpowiedzialną i wyczerpującą pracą.

Przewodniczący jury, prof. Tadeusz Strugała uważa, że trudno prorokować rezultat konkursu. - Wśród 107 zgłoszeń były propozycje przeciętne a nawet amatorskie, ale też kilkanaście bardzo ciekawych. Czekamy zatem na osobowości.

 Maestro uważa, że dyrygowania nauczyć się nie da. Można się nauczyć jedynie taktowania. Jurorzy oceniać będą osobowość i przygotowanie warsztatowe kandydatów a także ich umiejętność wpływania na muzyków. W 15 minut nie da się wykonać symfonii, ale można pokazać własną osobowość w pracy z muzykami.

Konkursowe przesłuchania rozpoczną się w sali Filharmonii Śląskiej jutrzejszej soboty. Pierwszy etap potrwa do wtorku i każdego dnia, także w niedzielę, rozgrywany będzie w dwóch turach - w godz. 9.30-13 i 16.19.30.

 

 

Kto wystąpi pierwszy? Dowiemy się podczas dzisiejszego losowania. Literkę początkową nazwiska od którego ułożeni alfabetycznie uczestnicy występować będą przez cały konkurs wylosować ma najmłodsza jego uczestniczka, 23-letnia Polka Anna Jaroszewska, nawiasem mówiąc córka Agnieszki Duczmal. Najstarszym w konkursie jest urodzony na Tajwanie Christopher Chen z Australii. Może startować bowiem 35 lat skończy dopiero w styczniu.


 

Legendarny „Monopol”




Uczestników, jurorów i gości konkursu podejmuje najnowszy katowicki hotel „Monopol”. Otwarto go zaledwie kilka tygodni temu, acz ma... sto lat. Likus Hotele & Restauracje, sieć znana z krakowskich adresów „Pod Różą” i „Copernicusa” oraz warszawskiej „Biblioteki”, Katowicom po latach przerwy przywróciła hotel, który swe podwoje otwarł w 1903 roku, jako dziewiąty hotel w mieście. „Monopol”, najbardziej luksusowy hotel tamtych czasów (z łazienką na każdym piętrze, co wówczas było wielkim komfortem) szybko stał się ulubionym miejscem bywalców salonów i artystycznej bohemy.

Już w rok po otwarciu, na hotelarskiej wystawie w Bytomiu „Monopol” zdobył złoty medal i nagrodę od księcia pszczyńskiego. W połowie lat 30. ubiegłego wieku to był najdroższy hotel w mieście. Tu swe wyroby tekstylne wystawiali łódzcy fabrykanci Scheibler i Grohman.

Katowiczanie pamiętają wszak to miejsce z innych wizyt. Nie tak dawno swój stolik miał w hotelowej restauracji czołowy śląski pisarz i publicysta, Wilhelm Szewczyk. Wcześniej zaglądali tu dyrektorzy Teatru Śląskiego, Wilam Horzyca i Karol Adwentowicz, zaś przed wojną - Eugeniusz Bodo i Artur Rubinstein. W październiku 1936 r. w hotelowej restauracji odbyło się weselne przyjęcie Marty Eggerth i Jana Kiepury. Można jeszcze spotkać katowiczan, którzy twierdzą, że i u nas „chłopak z Sosnowca” śpiewał ludziom z balkonu. Jeszcze wcześniej, w maju na drugim piętrze „Monopolu” gościł... Karol Szymanowski. Czy w takim miejscu może być nam źle?

Przypominamy, że właśnie w „Monopolu” działa każdego dnia biuro prasowe (od godz. 9.30) i konkursowy klub (do ostatniego gościa), w którym akredytowanym dziennikarzom gospodarze udzielają 30% rabatu. ms





 

 

Poza dźwiękami

 


 

W Bibliotece Śląskiej otwarto już dwie wystawy - plakatu muzycznego i exlibrisu. Częścią tej drugiej jest ekspozycja pokonkursowa. Pomysł Haliny Godeckiej ponownego zwrócenia uwagi na sztukę małej grafiki, zdaniem jurorów udał się. Napłynęło 60 prac 29 autorów z Polski, Danii, Hiszpanii, Bułgarii, Słowacji, Ukrainy i Białorusi. Exlibrisy miały nawiązywać do 50. rocznicy śmierci Grzegorza Fitelberga i tematyki muzycznej w ogóle. Trzy pierwsze nagrody i prezenty Porcelany Śląskiej jury przyznało kolejno: Marcinowi Białasowi z Katowic, Jurii Jakowence z Grodna (Białoruś) i Joannie Kliś z Bielska-Białej. Honorowe wyróżnieni otrzymali D. Kolibar z Bułgarii i Olga Wielogórska z Cieszyna.

Dzisiaj w Galerii 5 Górnośląskiego Centrum Kultury otwarta zostanie wystawa „Dyrygenci widziani zza pulpitu” Jana Zegalskiego, niegdysiejszego muzyka NOSPR i mistrza fotografii.

W sali Filharmonii Śląskiej obejrzeć natomiast będziemy mogli trzy ekspozycje. Pierwsza poświęcona jest Grzegorzowi Fitelbergowi. Na drugiej obejrzeć możemy batuty dyrygenckie ze zbiorów jedynego ich kolekcjonera w Polsce, jednego z bardzo nielicznych w Europie, prof. Tadeusza Strugały, szefa jury naszego konkursu. Dziś ta kolekcja wzbogaci się o batutę, którą pierwszy prezes katowickiego oddziału Związku Kompozytorów Polskich, Zdenko Karol Rund (1889-1962) otrzymał od współwięźniów niemieckich oflagów. Wykonano ją w prymitywnych warunkach, z drewna i... rosołowej kości. To w niej Mieczysław Łukasiewicz wyrzeźbił m. in. trzy filigranowe orły. Niezwykłą batutę niezwyczajnego muzyka przekaże do kolekcji opiekun spuścizny po Rundzie, prof. Leon Markiewicz, który też dziś w podpisywać będzie podaną przez siebie do druku i opracowaną książkę „Korespondencja Grzegorza Fitelberga”. To już katowicka tradycja - naszym konkursom towarzyszą edycje kolejnych wydawnictw.

Trzecią wystawę proponuje Porcelana Śląska, która na konkurs przygotowała m. in. limitowaną serię kompletów kawowych z... fragmentem partytury Grzegorza Fitelberga.

Warto też rozejrzeć się za dwupłytowym albumem z nagraniami Grzegorza Fitelberga i sprawdzić jakie niespodzianki dla filatelistów przygotowała Poczta Polska. ms





 

 


Drzewo

z importu

Pobyt w Warszawie z okazji 5-lecia Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia Grzegorz Fitelberg postanowił wykorzystać na załatwienie różnych trudnych spraw, związanych z działalnością orkiestry. Wraz z kilkoma członkami Rady Artystycznej udał się do dyrektora departamentu w Ministerstwie Finansów w celu uzyskania dewiz na nieosiągalne wówczas w kraju drzewo do ustników. - Jak to - oburzył się tenże dyrektor nieświadomy swej niekompetencji - my eksportujemy drzewo za granicę, a Wy, dyrektorze, chcecie je importować? Twarz Fitelberga z zaskoczenia stała się wręcz purpurowa. - Winszuję Panu! - wypalił i wyszedł z gabinetu.

 

CHART I LIS

Do udziału w koncercie symfonicznym p. Fitelberg powołał pianistę Boujuklego - pisał 31 XII 1910 roku w "Kurierze Warszawskim" Aleksander Poliński. - Wybór to nieosobliwy, bo choć jest wielu pianistów gorszych od niego, żaden wszakże z nich tak nie rozstraja nerwów słuchaczy, jak p. Boujukli, a to z powodu fantastyczności gry swojej, coraz częściej oswobadzającej się od elementarnych przepisów wirtuozowskich, od pierwszych zasad estetyki muzycznej, ba! od pierwszych nawet zasad muzycznych. Dla niego nie istnieje takt, rytm, tempo, dynamika itp. Ile np. było taktów w Koncercie Es-dur Liszta, tyle prawie zmian tempa. A przy tym fałszuje niemiłosiernie; nieraz bowiem puści palce w ruchu tak ekspresowym, że wszystkich nut wygrać nie jest w możności. Poloneza As-dur Chopina rąbał bez taktu, a Fantazję węgierską traktował fantastycznie: w końcu rozklekotał klawiaturę, a pedał zgruchotał!

Słuchacze mieli za swoje, ale najgorszą odbył łaźnię biedny p. Fitelberg, który grał z taktem z p. Boujukli jak chart z wymijającym się lisem".

Notabene Wsiewołod Boujukli (1878 - 1920), wychowanek moskiewskiego konserwatorium, które ukończył z wielkim srebrnym medalem cieszył się u publiczności warszawskiej znaczną popularnością.

 

 

 

Symfoniczny Elukubrat

Muzyka współczesna zawsze, siłą rzeczy, budzi różne zdania i najczęściej granicę pomiędzy pochwałami a naganami wyznaczają metryki recenzentów. Historyk muzyki Aleksander Poliński (ur. w 1848 r.) po wysłuchaniu II Symfonii młodszego od niego o 31 lat Grzegorza Fitelberga przyrównał ją do kakofonii, lub „kociej muzyki”. Słuchając tego elukubratu - pisał - doznaje się wrażenia jak gdyby kompozytor drwił sobie z muzyki i publiczności lub jak gdyby tworzył go człowiek dotknięty nagłym pomieszaniem zmysłów. Mówię nagłym, gdyż p. Fitelberg tworzył przedtem kompozycje bardzo dobre - tu powołał się na „Pieśń o sokole”, uznając ten utwór za rzecz piękną, mimo wzorów Wagnera i Straussa. - Z tych cennych zalet w symfonii nie znaleźć ani śladu. Kto jej nie słyszał, niech wyobrazi sobie dużą orkiestrę symfoniczną strojącą hałaśliwie instrumenty przez jakieś pół godziny, a dowie się, w jak miłe symfonia p. Fitelberga obfituje harmonie, jaką ma treść i szatę instrumentalną.

 

JUŻ SZTUKI NIE MA

W Warszawie podobno wszystko usypia - w Operze i Filharmonii. - pisał Grzegorz Fitelberg do Karola Szymanowskiego w 1921 roku. - Kiedy i gdzie można będzie pracować? Gdzie będzie można wykonywać Twe dzieła? Przypomnij sobie czasy lat 1911 - 1912? Berlin - Lipsk - Wiedeń - potem Kraków. Najsmutniejsze, że ja nie znam Twych dzieł i poznać nie mam możności. - Wegetowanie, a nie życie. Takie to okropne - niesłychane powodzenie wAmerykach i w Londynach - to takie smutne, sztuczne i niepotrzebne.  Już sztuki nie ma - sztuka teraz nie jest potrzebna nikomu. Czyż Ty tego nie widzisz? Robienie interesów sztuką i zarabianie sztuką - to jedynie pozostało. Nic świętego. Cynizm bezgraniczny. Obrzydliwe....

Czyż słowa te nie pozostają aktualne również i w 2003 roku?

 

(z: Leon Markiewicz „Grzegorz Fitelberg. Życie i dzieło” Katowice 1995. i Roman Jasiński „Na przełomie epok. Muzyka w Warszawie „1910 - 1927” Warszawa 1979)


POWRÓT


 

Dziennik Dyrygencki ukazuje się dzięki wsparciu Prasy Śląskiej - Oddziału Polskapresse sp. z o. o. – wydawcy „Dziennika Zachodniego”. Redagują: Marek Brzeźniak i Marek Skocza. Zdjęcia: Arkadiusz Ławrywianiec.

Za pomoc dziękujemy firmie COM-promis.