Nr 3   Katowice 9 grudnia 2003 rok  Filharmonia Śląska



Dobrodzieje VII Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga
Jeszcze nie wyginęli


Kiedyś nazwano ich mecenasami. W naszych czasach mamy sponsorów. My wolimy ich nazywać - może nieco staroświecko, ale przecież z wyraźnym uczuciem sympatii - dobrodziejami.
Bez nich nie byłoby VII Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga, organizowanego przez jego Fundację Muzyczną i Filharmonię Śląską. Ministerstwo Kultury oraz samorządy województwa śląskiego i Katowic

 

Zasugerowani nagraniami?

 

 

 

Chikara Imamura, zwycięzca II Konkursu im. Grzegorza Fitelberga w 1983 r. i juror VII Konkursu:

 

- Być może tegoroczni kandydaci nie próbują wnikać głębiej w partyturę i niekiedy bazują na zbyt pobieżnym odczytaniu tekstu muzycznego. Niewykluczone, że bierze się to stąd, iż sugerują się nagraniami, lub przekazami wizualnymi. I dlatego w I etapie VII Konkursu jest trochę za dużo powierzchowności, zamiast wydobywania głębi wyrazu muzycznego.

- Same Katowice w ciągu ubiegłych 20 lat zmieniły się bardzo. Zmiany widzę nawet w porównaniu z ostatnim moim tu pobytem. W niektórych miejscach miasta można się poczuć tak, jak w Stanach Zjednoczonych, lub w Japonii. Niewątpliwie wygodne jest to, że w waszych sklepach można dziś kupić te same towary, co za granicą.

 

 

 

 

zapewniły znakomitą większość środków potrzebnych na zorganizowanie konkursu i ufundowały trzy główne nagrody.

Ekwiwalenty wyróżnień będzie zaś można wypłacić dzięki hojności sponsorów - głównego - PKO Banku Polskiego i Fundacji Pracowniczej Pro-Eko z Łazisk Górnych i ze środków Fundacji Muzycznej MKD.

Tytuł sponsora głównego zyskał PKO Bank Polski nie tylko dlatego, że wsparł konkurs kwotą najwyższą, imponującą. Okazał się dobrodziejem z klasą, który dotując konkurs nie stawiał żadnych warunków dodatkowych, a kiedy była potrzeba sfinansowania konkursowego dodatku w „Rzeczypospolitej”, „sięgnął” jeszcze do własnej kieszeni... Żeby tak myślano w Międzynarodowych Targach Katowickich. Wykonały konkursową reklamę na dwóch rondach (dziękujemy), ale obietnic było więcej. Zmieniły się władze, ale czy dobre imię firmy nie jest czymś ważniejszym?
Restauracja „Targowa” dba nie tylko o sytość jurorów. To ona też zapewniła kamerę i obsługę telebimu, na którym jurorzy i słuchacze mają niecodzienną okazję oglądania obok pleców i gestów dyrygentów, także ich twarze, z jakże interesującą często i bogatą mimiką, albo całkiem bez wyrazu, co też wpływać może na nasze oceny. Konkursowy plakat projektu Tadeusza Grabowskiego zdobią nuty skreślone ręką Grzegorza Fitelberga, który zanim został dyrygentem, komponował.

 

 

Wyniki przesłuchań I etapu ogłoszone zostaną we wtorek,

9 grudnia o godz. 16 w hotelu „Monopol”. Zgodnie z regulaminem do II etapu przechodzi nie więcej, niż 12 dyrygentów.

 

 

 

Tym tropem poszła Porcelana Śląska, która wyprodukowała nowy wzór z fragmentem partytury jednej z pieśni Grzegorza Fitelberga. Mamy też limitowaną (stąd cena: 100 zł) serię filiżanek i dwóch talerzyków z nadrukiem konkursowym.

Porcelana Śląska takie pamiątkowe filiżanki ufundowała uczestnikom i jurorom konkursu. Swymi wyrobami nagrodziła też zwycięzców towarzyszącego dyrygentom konkursowi na exlibris. Laureat I nagrody dostał zestawy obiadowy i kawowy na 12 osób, II - zestaw obiadowy a III - kawowy.
LOT ufundował dwa bilety z i do Londynu i Wilna, a przy sprzedaży innych dał spore zniżki. Z Pyrzowic i Balic gości dowozi autoryzowany dealer Forda - Multexim Ltd. Jego ochrona bardzo się przydała podczas transportu batut prof. Tadeusza Strugały. Zgodził się bez niczego na transport swej kolekcji, jednej z kilku w Europie, gdy zobaczył dyrektor Grażynę Szymborską, z pancernego niemal wozu wysiadającą w towarzystwie dwóch wysokich, przystojnych dżentelmenów w kuloodpornych kamizelkach. Medyczną opiekę nad uczestnikami, jurorami i gośćmi konkursu roztoczył Medicover. Jak troskliwą, już mógł się przekonać juror z Czech, Otakar Trhlik.
Hotel „Monopol” wygrał przetarg, ale też możemy go uważać za naszego dobrodzieja. Stosuje wobec konkursowych gości przyjazne ceny a niektóre ze swoich wnętrz udostępnia bezpłatnie. Na przykład centrum prasowemu, które w sprzęt i obsługę informatyczną wyposażyło P. I. KAMSOFT.
Sporą niespodziankę zrobiła Poczta Polska. W gmachu filharmonii otwarła swoje stoisko, gdzie nie brak atrakcji (np. znaczków z Janem Pawłem II). Największymi są okolicznościowy, konkursowy datownik (z aktualizowaną każdego dnia datą; po konkursie, do końca grudnia będzie nim można stemplować przesyłki w urzędzie przy ul. Pocztowej) i kartka. Ta jest ekstrarytasem, bo dla graficznego piękna odwrócono zwierciadlanie obraz muzyków. Nie trzeba sokolego oka, by dojrzeć orkiestrę... mańkutów. Maestro Błaszczyk lekko się zirytował. Dyrektor Grażyna Szymborska za to jest ucieszona: - Czyż to nie wygląda dumnie i dostojnie? I z szelmowskim uśmiechem dodaje: - Też jestem leworęczna.
Za wsparcie i pomoc w wydawaniu „Dziennika Dyrygenckiego” najserdeczniej też dziękujemy wydawcy patronującego konkursowi „Dziennika Zachodniego” - Polskapresse sp. z o. o., oddział Prasa Śląska i firmie COM-promis.
Mówiąc o darczyńcach nie możemy zapomnieć o fundatorach nagród pozaregulaminowych. Przez cztery kolejne konkursy za najlepsze wykonanie utworu polskiego kompozytora będzie wręczana (w wysokości 2,5 tys. euro) Nagroda im. Witolda Rowickiego, ufundowana przez Marię M. Krzysztofowicz-Pośpiech, z domu Rowicką i Włodziemierza Pośpiecha. Polskie Wydawnictwo Muzyczne z Krakowa za to samo wręczy komplet partytur dzieł polskich kompozytorów współczesnych. 4 tys. złotych nagrody dla polskiego uczestnika (wskazanego przez jury) ufundował Związek Stowarzyszeń Artystów Wykonawców STOART, a 5 tys. zł (wg uznania jury) - zarząd Funduszu Popierania Twórczości ZAIKS. Dla najlepszego polskiego finalisty stypendium w wysokości 10 tys. dolarów przekazuje Fundacja Crescendum Est Polonia. Przypuszczamy, że ta lista jeszcze nie jest zamknięta.

ms


 

Wydawnictwa poświęcone grzegorzowi fitelbergowi

Listy uzupełnione kompaktami

 


„Być Żydem jest źle, być Polakiem - też niedobrze, ale być Polakiem i Żydem jest bardzo ciężko. Jest to oczywiście nie mój pogląd na Żydów i Polaków, lecz całego prawie świata. Jestem więc  c z t e r y  lata w Stanach. Jeden wielki, beznadziejny zawód. Nie pasujemy do siebie. Kraj dla zupełnie młodych ludzi, lub tubylców. Wszyscy z wyjątkiem mikroskopijnego odłamku są skazani na nieróbstwo. Mówię o uciekinierach z Europy. Ci zaś, którzy tu siedzą od dawna, tak się boją o swe posady, że nikomu pomóc nie chcą.” - pisał Grzegorz Fitelberg 6 listopada 1945 roku z Nowego Jorku do przyjaciela Stefana Spiessa. - „Kultury muzycznej tu nie ma. Wszystko na krótko i na pokaz. New York - 8 milionów mieszkańców - ma jedną orkiestrę - sezon trwa 5 miesięcy. Sala mieści 2800 osób - deficyt ogromny - dobroczynność pokrywają stare baby. Opera - słynna Metropolitan - sezon trwa 4 miesiące - poziom artystyczny żaden. Powstają jakieś orkiestry, sklecone ad hoc - trwają po 3 - 4 tygodnie i znikają. Tytuły - nazwy - głośne słowa trwają zawsze. Chicago Civic Opera jest to pojęcie solidne, stałe. Sezon zaś operowy trwa 2  t y g o d n i e !! W ciągu całego roku 2 tygodnie. Wszystko zaś odbywa się  b e z  prób. Tylko taniej - aby taniej!”

 

Przecieram oczy ze zdumienia? Jak to, w Stanach nie ma kultury muzycznej? Instytucje artystyczne istnieją jedynie dzięki starym babom? Poziom Metropolitan jest żaden?! Sławne nazwy skrywają pustkę?

Czyżby Grzegorz Fitelberg za bardzo rozpędził się w oskarżeniach? A może, podobnie jak Prokofiew, czy Szostakowicz, po prostu nie nadawał się do życia na emigracji? I powrócił do kraju w gruncie rzeczy w tym momencie, kiedy stalinizm i jakże harmonijnie z nim zgrany w dziedzinie sztuki socrealizm zdobywały coraz więcej zwolenników. Niestety, nie zawsze ten entuzjazm wypływał z wolnego wyboru samych zainteresowanych.

Dla artysty, muzyka i dyrygenta, takiego jak Fitelberg, najważniejsza, siłą rzeczy, była orkiestra. A tę władze komunistyczne mu dały i to „jedyną, prawdziwą i najlepszą”, jak sam pisał w 1953 roku, na kilka miesięcy przed swoją śmiercią, w liście do Romana Jasińskiego, dyrektora Działu Muzycznego PR.

Tradycją konkursów dyrygenckich im. Grzegorza Fitelberga są okolicznościowe wydawnictwa. W tym przypadku jednak słowo „okolicznościowe” niekoniecznie oddaje istotę rzeczy. Bowiem takie książki, jak wydany z okazji V Konkursu „Grzegorz Fitelberg 1879 - 1953. Życie i dzieło.” Leona Markiewicza, czy opublikowana obecnie „Korespondencja Grzegorza Fitelberga z lat 1941 - 1953” zebrana przez tego samego muzykologa, to prace fundamentalne, odkrywające przed czytelnikami nieznane dotąd historii muzyki fakty.

Prof. dr Leon Markiewicz jest dziś największym w kraju autorytetem, jeśli chodzi o życie i działalność artystyczną patrona konkursu, któremu sam szefuje a także pełni w nim obowiązki sekretarza jury. Gdyby nie fakt, że 3 tom „Encyklopedii muzycznej PWM”, poświęcony postaciom, których nazwiska zaczynają się od liter E,F,G wydano jeszcze przed opublikowaniem tych prac, profesor byłby niewątpliwie autorem biogramu Grzegorza Fitelberga w tym najważniejszych polskim leksykonie muzycznym.

Dla melomanów i historyków śląskich wydana obecnie, nakładem Fundacji Muzycznej Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga, praca jest niezwykle cenna, zwłaszcza z tego powodu, że obejmuje ostatni okres

życia wielkiego dyrygenta, a więc lata jego działalności w Katowicach, gdzie stanął na czele Wielkiej Orkiestry Symfonicznej PR.

Ponieważ VII Konkurs przypadł na rok szczególny - 50-lecia śmierci Grzegorza Fitelberga, jedna książka, choćby najbardziej znakomita, nie wystarczyła organizatorom.

I bardzo dobrze. Jak najbardziej naturalnie „dopełniają” ją nagrania właśnie z katowickiego okresu Grzegorza Fitelberga, wydane na dwukompaktowym albumie, sygnowanym przez Polskie Radio i wymienioną wyżej Fundację.

Świetnie zestawiony program nie miesza „grochu z kapustą”, jak to bywa w podobnych przypadkach często bywa, lecz jest wyraźnie jednolity i przedstawia wyłącznie muzykę polską.

Pierwszy krążek zawiera „Bajkę” Stanisława Moniuszki, oraz trzy kompozycje bliskich Fitelbergowi twórców: poemat „Step” Zygmunta Noskowskiego, „Epizod na maskaradzie” Mieczysława Karłowicza, dokończony przez samego Filtelberga oraz Małą suitę Witolda Lutosławskiego.

Drugi wypełnia w całości muzyka zaprzyjaźnionego z Fitelbergiem Karola Szymanowskiego: II Symfonia B-dur, fragmenty z baletu „Harnasie” i Kołysanka z „Króla Rogera”, Tarantella op. 28, oraz I Koncert skrzypcowy, którego partię solową gra Eugenia Umińska.

II wojna światowa, zmiana ustroju i zmiana granic kraju spowodowały tak ogromną cezurę, że w gruncie rzeczy fakty mające miejsce po 1945 roku wydają nam się prawie „z naszej epoki”. W rzeczywistości jednak czasy, w których dokonano tych nagrań  - lata 1949 - 53 - zdecydowanie bardziej łączą się z historią, niż współczesnością. Wszak Eugenia Umińska wykonywała tenże koncert już w 1933 roku a więc jeszcze za życia Karola Szymanowskiego. Recenzentowi ABC „brakło wówczas słów i określeń, by nie osłabiać wrażenia pełnego zachwytu.”

Nagrania są rzeczywiście sędziwe, ale dzięki rozwijającej się z roku na rok technice reedycji, słucha ich się z ogromną przyjemnością. Rekonstrukcji dokonała Anna Rutkowska.

 

MAREK BRZEŹNIAK


 




Dziś przed południem odbędą się ostatnie przesłuchania I ETAPU

Zakończy Japończyk?

Jak już poinformowaliśmy w poprzednim numerze „Dziennika Dyrygenckiego” trwa wymiana korespondencji miedzy Filharmonią Śląską a Japończykiem  Terehiko Fujii, który najwyraźniej stara się dojechać i wystąpić w konkursie. Pośrednim dowodem, że niewątpliwie chce dotrzeć do Katowic stanowi pytanie, czy w hotelu jest ciepła woda. Gdybyż pracownicy „Monopolu” usłyszeli te wątpliwości, sami mogliby zwątpić w sens prowadzenia najlepszego hotelu w mieście. Kolejność dzisiejszych przesłuchań jest następująca, choć ostatni występ stoi pod znakiem zapytania.

 

9 GRUDNIA

 

  9.30 - 10.00 Richard Owen Jr., USA

10.05 - 10.35 Emmanuel Leducg-Barome, Francja

10.40 - 11.10 Terehiko Fujii, Japonia

 

Przypominamy, że I etap oceniało 10 jurorów. Na II etap mają dojechać David Lloyd-Jones z Wielkiej Brytanii i Michael Zilm z Niemiec, zwycięzca III Konkursu im. Fitelberga w 1987 roku. Jurorzy dysponowali skalą punktów od 1 do 25, z tym żeby dostać się do II etapu trzeba było zdobyć co najmniej 17 punktów.

Dziś, 9 grudnia o godz. 16.00 w hotelu „Monopol” nastąpi ogłoszenie wyników I etapu.

 

 

Jurorzy z Szymanowskiego

Dzięki obrazowi na telebimie, mamy podczas konkursu rzadką okazję oglądania nie tylko pleców pracujących dyrygentów. Obrazy twarzy, mimiki, błysku oka też wiele nam mówią. Bacznie korzystają z tego uczniowie katowickiej Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II stopnia im. K. Szymanowskiego, którzy przychodzą silną grupą. To oni chyba najbardziej kształtują atmosferę konkursowej widowni. Łowią autografy, starają się rozmawiać z uczestnikami. Opracowali nawet własne arkusze ocen, zamierzają bowiem najlepszego, ich zdaniem, uhonorować własną nagrodą. Trochę starszych kolegów - studentów na razie jakoś nie widać. Nie mieliby się czego uczyć?

 

Gdzie banery?

Siedem banerów anonsowało nad katowickimi ulicami VII Międzynarodowy Konkurs Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga. Mikołajowe powiewy zerwały niektóre. Odzyskano ten znad ulicy Słowackiego, zawieruszył się gdzieś natomiast baner z ulicy Pocztowej. Udało się niszczycielskiej sile wiatru oprzeć przed samą Filharmonią. Licho poniosło reklamę znad ulicy Mickiewicza. Licho? Na pewno nie wiatr, bo przypadkiem widziano ludzi ściągających ów baner. Podobno „niedobrze wchodził w kadr” kamer Telewizji Polskiej, która spod „Skarbka” transmitowała Koncert Mikołajowy.
Dziwimy się podwójnie. Robiąc transmisję, TVP poprawia rzeczywistość określonego miejsca i czasu? Upiększa obrazki, wyrzucając to, co w nich najświeższe, najaktualniejsze i najważniejsze? A może chodzi o to, że Katowice na masową rozrywkę nadają się świetnie a na kulturę wysoką już nie? I jak to jest - można przybyć do kogoś z wizytą i przemeblowywać mu wnętrza według własnego gustu?
Dziwimy się tym bardziej, że Programy 2 i 3 Telewizji Polskiej są... współpatronami medialnymi konkursu.



POWRÓT

 

Dziennik Dyrygencki ukazuje się dzięki wsparciu Polskapresse sp. z o.o. Oddział Prasa Śląska - wydawcy „Dziennika Zachodniego”. Redagują: Marek Brzeźniak i Marek Skocza. Zdjęcia: Arkadiusz Ławrywianiec.

Za pomoc dziękujemy firmie COM-promis.