Nr 4   Katowice 10 grudnia 2003 rok  Filharmonia Śląska



Konkursowy krok drugi


 

Przed ogłoszeniem wyników pierwszego etapu jurorzy zdążyli wczoraj zwiedzić Bibliotekę Śląską, baczniej przyglądając się pokonkursowej wystawie exlibrisów i plakatów muzycznych oraz Śląskiej Bibliotece Muzycznej i ekspozycji wybranych muzykaliów książnicy.
Wszyscy startujący w konkursie otrzymali – wraz  z uściskiem dłoni przewodniczącego jury, prof. Tadeusza Strugały - dyplomy uczestnictwa w I etapie - pamiątkę występu w Katowicach. Jeszcze przed zrobieniem wspólnej fotografii ogłoszono nazwiska dwunastu dyrygentów, którzy wystąpią w drugim etapie. W kolejności alfabetycznej są to: Darrell Ang (Singapur), Harutiun Arzumanian (Armenia), Marko Ivanović (Czechy), Anna Jaroszewska (Polska), Aleksandar Markowić (Serbia), Takeshi Ooi (Japonia), Richard Owen, Jr. (USA), Modestas Pitrenas (Litwa), Wsiewołod Połonski (Rosja), Chol-Ung Ri (Korea Północna), Wojciech Rodek (Polska) i Tomasz Tokarczyk (Polska).
Przesłuchania II etapu odbywać się będą w Filharmonii Śląskiej:

 

Środa, 10 grudnia

godz.   9.30 - 10.15 Aleksandar Markowić (Serbia)
godz. 10.20 - 11.05 Takeshi Ooi (Japonia)
godz.
11.35 - 12.20 Richard Owen, Jr. (USA)
godz. 12.25 - 13.10 Modestas Pitrenas (Litwa)

godz. 16.00 - 16.45 Wsiewołod Połonski (Rosja)
godz. 16.50 - 17.35 Chol-Ung Ri (Korea Północna)
godz. 18.05 - 18.50 Wojciech Rodek (Polska)
godz. 18.55 - 19.40 Tomasz Tokarczyk (Polska)

Czwartek, 11 grudnia

godz.  9.30  - 10.15 Darrell Ang (Singapur)
godz.
10.20 - 11.05 Harutiun Arzumanian (Armenia)
godz. 11.35 - 12.20 Marko Ivanović (Czechy)
godz. 12.25 - 13.10 Anna Jaroszewska (Polska)



Lista finalistów VII Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga w Katowicach ogłoszona zostanie w konkursowym centrum prasowym w hotelu „Monopol” w czwartek, 11 grudnia o godz. 16.

 

W drugim etapie na opracowanie z orkiestrą dwóch utworów przeznacza się nie więcej niż 45 minut. Kolejność wykonywanych utworów jest dowolna. Pół godziny przed występem kandydaci losują z 6 zgłoszonych utworów jedną symfonię z wielkiego repertuaru romantycznego i któryś z koncertów skrzypcowych. Partie solowe wykonywać mają:

 Szymon Krzeszowiec w Koncercie skrzypcowym D-dur. op. 35 Piotra Czajkowskiego Marta Lelek w I Koncercie skrzypcowym fis-moll op. 14 Henryka Wieniawskiego Adam Mokrus w Koncercie skrzypcowym h-moll op. 61 Camille’a Saint-Saënsa Mirosław Nowosad w II Koncercie skrzypcowym op. 61 Karola Szymanowskiego Patrycja Piekutowska w Koncercie skrzypcowym D-dur op. 77 Johannesa Brahmsa Adam Wagner w Koncercie skrzypcowym D-dur op. 61 Ludwiga van Beethovena.

 

 

Jeżeli tym razem się nie udało

 

Uda się w przyszłości

 

Bezpośrednio przed ogłoszeniem wyników I etapu przewodniczący jury Tadeusz Strugała zwrócił się do wszystkich jego uczestników:

- 31 uczestników I etapu, a właściwie 40 dopuszczonych do tego etapu zostało wybranych spośród ponad 100 kandydatów.

Myślę, że to już jest wyróżnienie. Jednakże regulamin konkursu przewiduje, że do II etapu może przejść wyłącznie 12 osób. Wyboru dokonuje jury, w tym przypadku 10 osób o dużych kompetencjach  i doświadczeniu.

- Wynik I etapu, tej wspaniałej walki o wejście do II etapu, jest jakby wykładnią 10 osobowości, które patrzyły na was, oceniały was, różnie was odbierały, poprzez własne osobowości. Myślę, że w przyszłości wielu z was, kiedy zrobicie kariery dyrygenckie i zasiądziecie w jury, przekona się, jak ogromnie trudne i odpowiedzialne jest to zadanie.

- Oczywiście jury chce oceniać sprawiedliwie i wynik ten jest, w naszej opinii, sprawiedliwy. My, jurorzy jesteśmy  z wami już silnie związani. Śledziliśmy wasze produkcje

 z ogromnym zaangażowaniem. Momentami dyskutowaliśmy bardzo zawzięcie. Przeżywaliśmy to tak, jak wy, może nawet czasami mocniej.

 

 

 

Pierwszy etap w statystyce

BEZ BAJKI

107 osób zgłosiło się do konkursu. Po obejrzeniu i wysłuchaniu kaset wideo komisja kwalifikacyjna dopuściła do udziału 40 (plus sześć rezerwowych) osób z 27 krajów.

Ostatecznie w I etapie wystąpiło 31 młodych dyrygentów z 21 państw. Do Katowic przybyli
z Armenii: Harutiun Arzumanian
z Australii: Christopher Chen
z Białorusi: Aleksandr Razumow
z Chin: Ju Liu
z Czech: Marko Ivanowić
z Francji: Hélene Bouchez, Victor Costa i Emmanuel Leducq-Barom
z Grecji Haris Iliadis i Stamatia Karampini
z Hiszpanii: Sergio Alapont
z Japonii: Takeshi Ooi
z Korei Płd.: In-Woock Park
z Korei Płn.: Chol-Ung Ri
z Litwy: Modestas Pitrenas
z Niemiec: Marcus Prieser
z Polski: Aleksander Gref, Anna Jaroszewska, Przemysław Neumann, Wojciech Rodek, Tomasz Tokarczyk i maciej Żółtowski
z Rosji: Andriej Daniłow, Władimir Kern i Wsiewołod Płonski
z Serbii: Aleksandar Markowić
z Singapuru: Darrell Ang
ze Szwajcarii: Alexandre Clerc
z Tajwanu: Tien-Chi Lin
z Ukrainy: Wiktoria Raciuk
z USA: Richard Owen, Jr.

Występowali z filharmonikami śląskimi po pół godziny, opracowując uwerturę i którąś z symfonii. W obydwu grupach regulamin proponował po osiem utworów,

z których do programu konkursowego należało zgłosić trzy. Z tych trzech kandydat losował utwór do konkursowego występu pół godziny przed jego rozpoczęciem.

Los sprawił, że ani razu słuchacze I etapu nie usłyszeli uwertury „Bajka” S. Moniuszki i tylko po razie - symfonie J. Haydna („Wojskową”) i W. A. Mozarta („Haffnerowską”). Za to po 9 razy rozbrzmiewały Mozartowa uwertura do „Czarodziejskiego fletu” i IV Symfonia B-dur op. 60 L. van Beethovena, siedmiokrotnie - V Symfonia B-dur D-485 F. Schuberta.
Jurorzy oceniali występy punktami od 1 do 25 punktów. Przypomnijmy: nie wystawiali ocen swoim uczniom. Zgodnie z regulaminem, by przejść do II etapu należało osiągnąć średnią  w wysokości co najmniej 17 punktów.
Tadeusz Strugała mówi, że jeszcze za wcześnie, by oceniać poziom tegorocznego konkursu, aczkolwiek każdy pewne opinie już formułuje. Dwunastka, zakwalifikowana do II etapu jest wykładnią osobowości 10 doświadczonych dyrygentów i kompetentnych jurorów. W drugim etapie jury do jury dołączą: David Lloyd-Jones

z Wielkiej Brytanii i Niemiec Michael Zilm.

 

- Konkursy są rzeczą ciekawą, dobrą, interesującą i dającą szansę na szybsze zaistnienie w naszej profesji. Ale bywa i tak, że nagrodzeni laureaci konkursów nie zawsze robią wielkie kariery i są oczywiście przypadki, że osoby, które nigdy nie brały udziału w konkursach, dochodzą do szczytu w swojej profesji. Myślę, że wszyscy - i ci którzy przeszli i ci którzy nie przeszli do II etapu - mają przed sobą wspaniałą drogę. I chcielibyśmy wam na tej drodze życzyć wielu, wielu sukcesów. Jeżeli tym razem się udało, wierzę głęboko, że uda się w przyszłości.

Odpowiadając na pytanie dziennikarki PAP, Tadeusz Strugała dodał:

- Myślę, że jest za wcześnie na ocenę poziomu konkursu. Wypowiedzi poszczególnych jurorów są ich osobistymi wypowiedziami, a nie opinią całego jury. Myślę, że

o poziomie konkursu i ostatecznych wynikach będziemy mogli mówić po jego zakończeniu.

 

 

Zmierzch techniki dyrygowania?

 

Jerzy Salwarowski:

 

- W moim odczuciu istnieje pewien zmierzch techniki dyrygowania. Jak dotychczas wszyscy kandydaci nie pokazali tego, co nazywamy bardzo dobrą ręką i bardzo dobrą techniką. Są muzykalni, ale odczuwam u nich braki techniczne. Być może zmienię zdanie w kolejnych etapach. Wielu kandydatów nie potrafiło zacząć w odpowiednim tempie, czy wprowadzić nowe tempo, np. przy przejściu z andante do allegra.

- Jak każdy z nas, jako jedna dziesiąta cząstka jury, mam swoje przemyślenia i może nie zawsze zgadzam się z punktami, które wystawili kandydatom inni jurorzy. Niemniej podpisałem się pod tym, co razem uchwaliliśmy. I tak być powinno, bo inaczej na konkursie postępować się nie da.

 

Podobnie, jak w Finlandii

 

Juozas Domarkas z Litwy:

 

- Zawsze tak bywa. Kiedy na konkursie jest dużo ludzi przeciętny poziom jest mniej więcej jednakowy. Na II etapie, już po przesiewie, będzie inaczej. Dwa tygodnie temu wróciłem z podobnego konkursu w Finlandii, gdzie też zasiadałem w jury. Tam poziom I etapu był podobny, jak w Katowicach.

- Litwa ma jednego przedstawiciela?

- Miała dwóch, ale mój drugi student nie dostał się do I etapu. Szkoda mi, bo to bardzo zdolny człowiek.

- Drugi jest też Pańskim studentem? - pytam o Modestasa Pitrenasa, który przeszedł do II etapu.

- Tak, ale ja go nie oceniałem.

- Wiem, wiem (chodzi o to, że zgodnie z tradycją, jeśli w konkursie im. Fitelberga bierze udział uczeń któregoś z jurorów, ten wstrzymuje się podczas głosowania). Niemniej cieszy się Pan…

- Oczywiście.                       

                               mb

 


WYSTAWA KOLEKCJI BATUT TADEUSZA STRUGAŁY

Ogromne umiejętności pani Ludmilli

 


Jak już informowaliśmy jedną z atrakcji towarzyszących VII Konkursowi Dyrygentów jest wystawa batut

z kolekcji Tadeusza Strugały, przewodniczącego konkursowego jury. Umiejscowiono ją w kuluarach balkonu, po prawej stronie widowni, pod bacznym okiem jurorów.

Czyżby dla pocieszenia - skoro przez cały jeden tydzień muszą cierpieć, że nie mają okazji trzymać batut w swoich rękach, niech przynajmniej, odwracając głowy

w prawo, widzą je, jak mienią się w efektownie podświetlonych gablotach. A może, dla bezpieczeństwa, aby na czas przesłuchań obok swych funkcji zasadniczych, przy okazji pełnili też obowiązki ochroniarzy cennej ekspozycji.

Tadeusz Strugała wypożyczając swój zbiór Filharmonii Śląskiej postawił dwa warunki: by ekspozycja została ubezpieczona i aby jej przewozowi towarzyszyła ochrona.

I Filharmonia dopełniła obydwu. Dyrektor Grażyna Szymborska dostrzegła nawet, jak twierdzi, błysk uznania w oczach Tadeusza Strugały, gdy zajechała przed jego dom opancerzonym samochodem, z dwoma ochroniarzami uzbrojonymi - a jakże - w pistolety.

W transporcie pomogła Filharmonii firma Multexim Ltd., o czym poinformowaliśmy już w poprzednim numerze „Dziennika Dyrygentów”.

 

 

 

Uroku nie pozbawione było również trzygodzinne przejmowanie zbioru, jako że Tadeusz Strugała każdą batutę odwijał z dwóch papierków i o każdej szeroko rozprawiał.

Historię jednej z nich zacytujmy z tekstu Alicji Knast, zamieszczonego w katalogu wystawy: „Pewna niemiecka dama o nazwisku Ludmlla Suoch Gehrecker otrzymała tę pałeczkę na pożegnanie od swoich przyjaciół wspólnego stołu, w bliżej nieokreślonej restauracji w Hamburgu. Tajemnicza pani Ludmilla była osobą niezwykle przedsiębiorczą, o czym świadczy wycinek z prasy, reklamujący jej osobę, jako „żeńską odmianę Straussa” (z pewnością Johanna). Dyrygowała zespołem o nazwie Wiener Walzer i wzbudzała swoją osobą niemałą sensację. W notatce prasowej czytamy, iż zamierza odwiedzić czytelników gazety w ich mieście - jeśli tylko zechcą - ponieważ jest w trakcie swojego wielkiego tournee po świecie. Miała już okazję dyrygować

w najlepszych salach koncertowych Anglii i Południowej Afryki. Jak zapewnia w swoim anonsie, repertuar, którym dysponuje jest bardzo szeroki, a jej umiejętności (to już informacja zapisana prze nią wprost) są ogromne. Wystarczy jedna próba i to w dniu koncertu.”

Mój Boże, chyba nie znała jeszcze regulaminu naszego konkursu. Batuta jest datowana na 1859 rok, co świadczy że już wtedy dyrygentkami mogły być osoby płci żeńskiej. Historię innej pałeczki opowiada nam sam twórca zbioru: - Idąc wieczorem w Pradze, zauważyłem na wystawie praskiej filii wiedeńskiego domu aukcyjnego „Dorohteum” dwie batuty: nowszą hebanową i starszą, zwyczajną drewnianą, która mnie zainteresowała. Rano poszedłem zorientować się, dlaczego zwykła batuta trafiła do antykwariatu. Okazało się, że jest podpisana przez Artura Toscaniniego i datowana na 1950 rok - Toscanini zmarł w 1957 roku. Od antykwariusza dowiedziałem się, że pałeczka ta była w posiadaniu rodziny bardzo znanej czeskiej śpiewaczki Jarmilli Novotnej, z którą Toscanini dosyć często występował. I albo sam chciał zrobić jej prezent, albo go śpiewaczka o tę batutę poprosiła.

Być może wspomnianą batutę otrzymała Jarmila Novotná (1907 - 1994) po wspólnej kolacji z Toscaninim w kwietniu 1950 w Los Angeles. „Maestro był po koncercie wesoły i uprzejmy i było widać, że się dobrze bawi. Wypił dwie lampki szampana” - zanotowała Novotná w swoich wspomnieniach. (Jarmila Novotná „Byla jsem štastna”, brak miejsca wydania, 1991 r.)

- Najczęściej zresztą batuty trafiają do moich rąk właśnie poprzez wyprzedaże z rodzinnych zbiorów – informuje Tadeusz Strugała. - Dyrygent w rodzinie - to była postać. Pamiątek po kimś, kto był znaczącym człowiekiem, rodziny pozbywają się tylko wtedy, kiedy same są

 w ciężkiej sytuacji materialnej. I dlatego niechętnie informują o historii sprzedawanych batut.

„Początki tej kolekcji - wyjaśnia w katalogu jej właściciel - jednej z kilku zaledwie istniejących w Europie, sięgają szóstej dekady lat ubiegłego wieku, kiedy to w jednym ze sklepów DESY we Wrocławiu nabyłem ten bezcenny dla mnie przedmiot, atrybut mojego zawodu. Oprócz jego niezwykłej urody, zafascynowała mnie również - do dzisiaj nierozwikłana - tajemnica pochodzenia i historia tej batuty; w czyich rękach ożywiała zaklęty w zapisie nutowym świat dźwięków... Obecna wystawa jest czwartą z kolei, powiększoną o kilkanaście wartościowych egzemplarzy”.

 

Zawiera 63 obiekty, w tym 55 skatalogowanych. Jak już informowaliśmy, w dniu inauguracji VII Konkursu odbyła się miła uroczystość podczas której dyrektor Konkursu i sekretarz jury prof. dr Leon Markiewicz wręczył Tadeuszowi Strugale pałeczkę, którą wykonali więźniowie w oflagu w Doessel dla swego współtowarzysza niedoli, dyrygenta orkiestr wojskowych i kompozytora, późniejszego docenta katowickiej uczelni muzycznej Zdenka Karola Runda (1889 - 1962).

- Batuta została wykonana - jak informuje prof. Markiewicz - przez Mieczysława Łukasiewicza na własnoręcznie skonstruowanej, prymitywnej tokarce. Gładko polerowane na kolor brązowy drewno osadzone jest w precyzyjnie rzeźbionej kościanej rączce, na której widnieje dedykacja „Kochanemu Kierownikowi

 i wykładowcy PKM i WKN - wdzięczni słuchacze.” Czubek batuty zwieńczony jest filigranowo wykonaną, także z kości, potrójną koroną wyobrażającą dotykające się nierozpostartymi skrzydłami trzy orły, symbol trzech legendarnych braci - Lecha, Czecha i Rusa.

Zdenek Karol Rund był z pochodzenia Czechem,  a wspomniana kość - to bynajmniej nie droga kość słoniowa, lecz jedynie dostępna w tamtej, ponurej rzeczywistości, kość z zupy ugotowanej w kotle.

Gabloty, w których umieszczono batuty zostały wykonane specjalnie na katowicką ekspozycję, według projektu Magdy Bartkiewicz-Podgórskiej,  która jest również autorką wielce wyrafinowanej oprawy plastycznej katalogu i zamieszczonych tamże, na kredowym i do tego lakierowanym papierze, fotografii.

MAREK BRZEŹNIAK

 


 

 


 

LISTY DO REDAKCJI

Bolące fakty

 

Z przykrością stwierdzam, iż w dzisiejszym numerze „Dziennika Dyrygenckiego” (nr 3, 9 grudnia 2003 r.) pojawiła się krzywdząca informacja, oparta na nieprawdziwych danych i naruszająca dobre imię niektórych studentów. Otóż na ostatniej stronie pod koniec artykułu „Jurorzy z Szymanowskiego” czytamy: „(...) Trochę starszych kolegów - studentów na razie jakoś nie widać. Nie mieliby się czego uczyć?” Spiesznie donoszę, że wnikliwie obserwuję konkurs - i to nie tylko tę edycję! (zacząłem w wieku 7 lat - co pamiętają nawet niektórzy członkowie orkiestry, a później byłem właśnie jednym z tych młodych „jurorów”, o których mowa  w artykule i z którymi zresztą często teraz rozmawiam podczas przerw, wymieniając spostrzeżenia...). Pragnę również poinformować, iż na przesłuchaniach obecni są także inni studenci - nie tylko dyrygentury. Nas też boli fakt, że jest nas tak mało, ale to przecież nie znaczy, że nas nie ma!
Bardzo proszę o jak najszybsze zamieszczenie mojego pisma na łamach „Dziennika Dyrygenckiego” i z góry dziękuję za spełnienie mojej prośby!
Z wyrazami szacunku

Piotr Wierzchałek (student dyrygentury Akademii  Muzycznej w Katowicach)

                                                                             

 

Z naszą opinią, że za mało widać na widowni studentów, nie zgodził się również juror Jerzy Salwarowski, profesor Akademii Muzycznej w Poznaniu,  gdzie prowadzi klasę dyrygentury:

 

- Oświadczam, że cała moja klasa dyrygentury z Poznania miała obowiązek tu być od pierwszego momentu. I jest. I będzie do finału, łącznie z Przemysławem Neumannem, który nie przeszedł do II etapu.

 

 

Od Redakcji:
Za list najserdeczniej dziękujemy. Drukujemy w najszybszym terminie. Krzywdzić nie zamierzaliśmy nikogo. Cieszymy się z obecności młodych na widowni Filharmonii Śląskiej, dlatego i nas - jak Autora listu „boli fakt, że jest nas tak mało”. Tylko tym chcieliśmy się podzielić, a przy okazji dowiedzieliśmy się, że z Poznania przyjechała do Katowic cała grupa studentów.
Katowiccy nie muszą dojeżdżać. Nie powinno ich być więcej?

 

Jednak nie dojechał

 

O faksach wysyłanych do Filharmonii Śląskiej przez Japończyka Terehiko Fujii, który „dojeżdżał” do Katowic przez kilka dni, informowaliśmy już dwukrotnie. Ale nie do końca. Na wszelki wypadek postanowiliśmy przemilczeć pewną cześć tej informacji. Skoro jednak nie dojechał...

Terehiko Fujii usilnie dopytywał się pana Wojciecha z Filharmonii Śląskiej, kiedy zaczyna się II etap. Postanowił bowiem, najwidoczniej dla ulżenia pracy jurorom i orkiestrze, przyjechać od razu na ten etap, którą to decyzję przyjmujemy z całkowitym zrozumieniem. Sami z pewnością nie wyśmiewalibyśmy się z niej, ale w końcu nie jesteśmy pewni, czy inni też zachowaliby należytą powagę.

 

 


 

POWRÓT

 

Dziennik Dyrygencki ukazuje się dzięki wsparciu Polskapresse sp. z o.o. Oddział Prasa Śląska - wydawcy „Dziennika Zachodniego”. Redagują: Marek Brzeźniak i Marek Skocza. Zdjęcia: Arkadiusz Ławrywianiec.

Za pomoc dziękujemy firmie COM-promis.