english version wersja polska

AKTUALNOŚCI KONKURSOWE


14 grudnia - po Koncercie Laureatów

Niedzielny wieczór, wielka uroczystość, piękne zwieńczenie wielodniowych 
przesłuchań. Na widowni zaproszeni Goście, fundatorzy głównych i dodatkowych 
nagród, melomani a na estradzie Orkiestra Filharmonii Śląskiej - niemal główmni 
bohaterowie konkursowych zmagań. Zmęczeni pewnie ale zadowoleni. 
Tak bardzo pomogli wszystkim bez mała laureatom a ich nagroda -jakże cenna i wymowna- 
przyznana litewskiemu dyrygentowi Modestasowi Pitrenasowi po tym finałowym koncercie 
nabrała jeszcze większej wartości. Otóż bowiem Litwin wypadł absolutnie najlepiej. 
To był pokaz wspaniałej dyrygentury: klasycznej, eleganckiej, mądrej, świadomej, 
jasnej, czytelnej, przejrzystej... I to dla wszystkich, także dla nas, słuchaczy, 
którzy z podziwem oglądali na podium współzwycięzcę VII Konkursu Fitelberga. 
Jest ich dwóch, wedle woli szacownego gremium Jury ale dla wielu, właśnie Pitrenas 
będzie tym najlepszym! Serb, Aleksandar Markovič w tej konfrontacji finałowego 
koncertu wypadł o wiele mniej korzystnie. Nie dlatego, że zapomniał o swoich walorach, 
że był stremowany a po prostu miał znacznie mniej do powiedzenia mimo, że dyrygował 
wielkim orkiestrowym poematem Richarda Straussa. Jakoś wyparowały emocje, pozostała 
dość "sucha" rzeczywistość, która spowodowała taki właśnie odbiór, nie tylko u piszącego 
te słowa. Zaraz po ogłoszeniu werdyktu, przyjmując go z szacunkiem i uznaniem optowałem 
raczej za Serbem, za bardziej może efektownym sposobem dyrygowania, bardziej swobodnym...
Czy jeszcze inaczej: za za bycie bardziej artystą a tu życie pokazało, że to nie wszystko, 
że wspomniane wyżej "klasyczne" cechy sztuki Pitrenasa wytrzymują wszelkiego 
rodzaju próby. Nie da się jednak ukryć, że były to dwie największe indywidualności 
toteż decyzja Jury już z tego tylko powodu -mimo tego nierozwiązanego "rozdarcia" 
była trafna. A to, że były tylko dwie indywidualności na Konkursie-również doskonale 
potwierdził występ czeskiego dyrygenta-laureata III nagrody Marko Ivanoviča. 
Zazwyczaj opuszczam koncerty laureatów konkursów na których mam przyjemność bywać 
- na pewno, po niedzielnym doświadczeniu w Katowicach, przynajmniej tu nigdy tego nie zrobię. 
Warto było... .

Ponieważ kończy się już piękny czas dyrygenckiego współzawodniczenia a i moich 
tu codziennych relacji, pisanych na zamówienie organizatorów, którzy tak bardzo chcieli 
aby ten Konkurs był jeszcze inny i jeszcze ciekawszy od poprzednich - chciałem im za to 
bardzo podziękować. Dlatego, że mogłem spędzić kilka niezwykle ważnych dla mnie i intensywnych 
dni w sali koncertowej wśród muzyków i melomanów, młodych i najmłodszych dyrygentów 
(w tym uczniów średnich szkół i studentów niektórych akademii przypatrujących się 
konkursowiczom) ale nade wszystko dlatego, że dano mi tu absolutną swobodę wypowiedzi. 
Dziś może nie powinno się za to dziękować ale wiemy  wszyscy, że różnie to bywa. 

Dziękuję więc.

Adam Rozlach



Nr 04

Katowice, 12.12.2003


PROTOKÓŁ Z POSIEDZENIA JURY
VII MIĘDZYNARODOWEGO KONKURSU DYRYGENTÓW
IM. GRZEGORZA FITELBERGA - KATOWICE' 2003



Dnia 12 grudnia 2003 r. o godz. 20.00 Jury Konkursu pod przewodnictwem Tadeusza Strugały 
(w składzie wg załącznika 1) odbyło swoje ostatnie, czwarte posiedzenie. 

Po wysłuchaniu występów 31 uczestników kolejno w I, II i III etapie Konkursu 
Jury podjęło następujący werdykt: 

Dwie równorzędne I nagrody w wysokości 47.250,- PLN brutto ufundowane przez Ministra Kultury 
oraz Marszałka Województwa Śląskiego i Złote Medale otrzymują ex equo

MARKOVIĆ Aleksandar (Serbia) i PITRÉNAS Modestas (Litwa)

Drugiej nagrody nie przyznano. 

III nagrodę w wysokości 26.250,- PLN brutto ufundowaną przez Prezydenta Miasta Katowic 
i Brązowy Medal otrzymuje

IVANOVIĆ Marko (Republika Czeska)


Zdobywcom nagród przysługuje tytuł laureata VII Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów 
im. Grzegorza Fitelberga. 


I wyróżnienie w wysokości 21.000,- PLN brutto ufundowane przez PKO Bank Polski otrzymuje
RI Chol-Ung (Korea Północna)


II wyróżnienie w wysokości 15.750,- PLN brutto ufundowane przez Fundację PRO EKO otrzymuje

POŁONSKI Wsiewołod (Rosja)


III wyróżnienie w wysokości 10.500,- PLN brutto ufundowane przez 
Fundację Muzyczną Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga otrzymuje

ARZUMANIAN Harutiun (Armenia)
 
Jury przyznało lub z aprobatą przyjęło następujące nagrody pozaregulaminowe: 

Nagrodę im. Witolda Rowickiego w wysokości o równowartości 2.500,- $ ufundowaną przez 
Marię Magdalenę Krzysztofowicz-Pospiech z d. Rowicką oraz Włodzimierza Pospiecha otrzymuje 

RI Chol-Ung (Korea Północna)
za  najlepsze wykonanie utworu polskiego (W. Lutosławski - Livre pour orchestre).

Nagrodę Stowarzyszenia Autorów ZAiKS w wysokości 5.000,- PLN 
oraz Medal Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków otrzymuje 
jako najlepszy polski uczestnik

TOKARCZYK Tomasz (Polska)

Nagrodę Stowarzyszenia Artystów Wykonawców STOART w wysokości 4.000,- PLN otrzymuje 
jako najmłodsza polska uczestniczka

JAROSZEWSKA Anna (Polska)


Nagrodę Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w postaci kompletu partytur dzieł 
współczesnych kompozytorów polskich za najlepszą interpretację utworu polskiego kompozytora 
(K. Szymanowski - II Symfonia) otrzymuje 

POŁONSKI Wsiewołod (Rosja)


Nagrodę Orkiestry Filharmonii Śląskiej otrzymuje
PITRÉNAS Modestas (Litwa)



Jury przyjęło do aprobującej wiadomości propozycje koncertowe złożone przez następujące instytucje: 

Filharmonia Pomorska 
Filharmonia Krakowska
Filharmonia Wrocławska
Filharmonia Sudecka
Filharmonia Świętokrzyska
Filharmonia Zielonogórska
Filharmonia Kaliska
Filharmonia Dolnośląska
Opera Dolnośląska
Opera Bałtycka


Sekretarz Jury								Przewodniczący Jury

Leon Markiewicz					          		Tadeusz Strugała


Załącznik 1 do protokołu Nr 04 Jurorzy obecni na posiedzeniu: Przewodniczący Tadeusz Strugała Wiceprzewodniczący Juozas Domarkas Mirosław Jacek Błaszczyk Jan Wincenty Hawel Chikara Imamura Jerzy Katlewicz Pyoung Yong Lim Dawid Lloyd-Jones Marek Pijarowski Jerzy Salwarowski Otakar Trhlik Michael Zilm Sekretarz Leon Markiewicz

POWRÓT

12 grudnia  -  po piątkowych finałach

Aleksandar Markovic rozpoczął od Livre pour orchestre  Lutosławskiego. 
Znakomicie pracuje z orkiestrą. Wpierw fragmentami - od poszczególnych sekcji i grup -
po tutti. Czynił to skrupulatnie i czytelnie.  Przejrzyście podawał swoje myśli i idee.
Grali tak długo aż dyrygent znalazł choćby szczegół, który budził jego wątpliwości. 
Było  kilka takich miejsc. Wyjaśniał je i szedł dalej. Orkiestra grała  mu doskonale. 
Na estradzie panowała twórcza atmosfera. Bardzo dobra, ciekawa i efektywna była praca 
nad dziełem Lutosławskiego. Drugim punktem programu była II suita Romeo  i Julia Prokofiewa. 
I w jego występie było trochę teatru -tu nawiązanie do innych konkursowych pokazów 
w półfinale- ale był to jakże inny teatr - wysmakowany, w podaniu i mimo wszystko stonowany. 
To muzyk zdecydowany, pewny swoich poczynań, żywy, zajmujący.Odniosłem wrażenie, 
że i zespołowi dobrze się z nim pra-cowało. To się słyszało. 
Przy okazji jego występu odnotować trzeba bardzo piękne solo klarnetu, fletu, 
wspaniałą grę całej grupy instrumentów dętych drewnianych, soczyście brzmiały i smyczki.

Modestas Pitrenas poprowadził wykonanie Muzyki na smyczki trąbki i perkusję  G. Bacewicz. 
Ależ było emocji... Doskonałe było panowanie nad orkiestrą. On zdaje się być bardziej... 
dyrygentem a Markovic - artystą, czyli -wolno to przekładając- dyrygentem z fantazją... 
Litwin jest stanowczy, poważny i ogromnie zdeterminowany. Ma wielkie predyspozycje do bycia 
"prawdziwym" dyrygentem. Perfekcyj-nie przedstawił istotę  tej trudnej przecież muzyki, 
w której precyzja jest elementem fundamentalnym. Do tego -co bodaj najuważ-niejsze- 
energia wykonania równa była energii kapitalnego dzieła polskiej kompozytorki. 
Suitę Romeo i Julia Prokofiewa - Pitrenas wyreżyserował fantastycznie i wytrawnie. 
Profesjonalnie i z wielkim znawstwem przedmiotu. Popracował  20 minut a następnie  
ukazał "właściwe" początkowe takty suity. Wykonanie wręcz płytowe.
I tu imponował flecista a smyczki cudownie zostały zmobilizowane przez dyrygenta.
Co jeszcze Pitrenas ukazał nam się z innej jeszcze strony - po raz pierwszy zobaczyłem go 
uduchowionego, zmienionego przez muzykę Prokofiewa. Nadzwyczajne przeżycie !

Wsiewołod Połonski  wylosował II Symfonię K.Szymanowskiego. 
Tu emocje wykonawcze miały się odwrotnie proporcjonalnie do emocji i energii wspaniałego 
dzieła. Zupełnie inny temperament, jeśli w ogóle temperament choć w mocnych punktach dzieła 
zawsze obecny był przynajmniej duch wyrazistości. Na pewno jednak nie można powie-dzieć 
aby wykonaniu brakowało emocjonalności. Jakże jednak innej i na pewno mniej frapującej. 
I w tym etapie głównie przegrywał utwór, bez cienia chęci do pracy. Inna rzecz, 
że orkiestra grała mu tak, że specjalnie nie musiał przerywać. Nie lubię takiego pasywnego 
próbowania. Jak na emocje tej muzyki to jego zaangażowa-nie było mizerne, ograniczało się do 
taktowania. Po 10 minutach wziął się do pracy. Wyczuwałem pewna sztuczność,
jakby musiał na siłę szukać jakichś miejsc aby wypełnić przyznany mu czas bo ze-spół grał 
tak jak wcześniej. Drugim utworem był poemat R. Straussa - Śmierć i wyzwolenie. 
Też specjalnie nie wykrzesał niczego więcej z muzyków. Nie  przerywał mimo licznych usterek. 
Po prostu drygo-wał. Inna rzecz, że ma bardzo ładne ruchy: miękkie, elastyczne.
U niego wszystko było bezproblemowe....

Chol-Ung Ri z Korei Północnej rozpoczął od Livre pour orchestre - Lutosławskiego. 
Rozpoczął doskonale. Ładnie łączyło się to tak klasyczne dzieło z pięknym stylem jego 
dyrygowania. Wielką frajdą jest oglądać też Unga na telebimie. Podoba mi się u niego 
to jeszcze, że doskonale wie co chce osiągnąć. Odczuwam rodzaj komfortu wiedząc, 
że on ma te wszystkie muzyczne "klocki" gdzieś poukładane. Potrafi pracować efektywnie - 
jak najdoskonalszy mechanizm. Drugim wylosowanym utworem była suita z Daphnis i Chloe - 
Ravela. Cudowna to muzyka a Ri jakoś dziwnie stapia się z wykonywanym pejzażem muzycznym, 
także z tym tak szczególnym.  Koreańczyk jest chyba bardzo łatwym do "rozpracowania" 
dyrygenckim obiektem. Zauważyłem, że ma jedną postawę wobec wszystkich wykony-wanych utworów.
Jest jednakowo zaangażowany, dyryguje tak samo ładnie czy nawet pięknie, świetnie pracuje, 
z dużą świadomością ale i on, jak Pitrenas jest dla mnie bardziej dyrygentem a znacznie 
mniej artystą...

Harutiun Arzumanian  wylosował Krzesanego Kilara oraz Romeo i Julię Prokofiewa. 
Od początku próba nie kleiła się - Arzumanian był bardzo ostrożny, pasywny. 
Nie za dobrze się prezentował nie tylko dlatego, że był wciąż wpatrzony w nuty, 
ale przede wszystkim dlatego, że nie dał po sobie poznać jakiegokolwiek zaangażowania. 
Poza tym nie bardzo wiedział jak wykorzystać regulaminowy czas - odnosiłem wrażenie jakby 
już w dziesiątej minucie nie wiedział co dalej robić. Potem była II Suita Romeo i Julia - 
Prokofiewa. Od początku ćwiczył, z pewną może i dyscypliną, może i fachowo ale nic 
z tego nie wynikało. Z wykorzystaniem czasu i tu Ormianin miał -niestety- ten sam problem...
przykro było słuchać kiedy pod koniec zapytał ile jeszcze zostało mu minut: 
z loży jurorów padła odpowiedź niczym wyrok: trzy minuty...

Ostatnim dyrygentem kończącym konkursowe zmagania był Marko Ivanovic z Czech, 
który tak bardzo zaimponował mi w I etapie (znacznie mniej w drugim). 
W finale dyrygował I Symfonią 1959 Henryka M. Góreckiego oraz Pietruszką I.Strawińskiego. 
Dużo mówił, wiele pracował, poprowadził jakiś fragment, zatrzymywał akcję, wracał, poprawiał...
Prowadzi on próby raczej na chłodno, bez  emocjonalnego a nawet często bez żadnego 
zaangażowania. To co w I etapie wydawało mi się cnotą - potem stało się swoistym 
przekleństwem. W gruncie rzeczy próba z Góreckim była nijaka, bezwraże-niowa  i bezbarwna...
Na koniec konkursowych zmagań zabrzmiała nam Pietruszka - Strawińskiego. 
Ciągle coś poprawiał ale na szczęście dużo było czystej gry i gra kleiła się tak, 
jak powinna. Ta część próby też niezbyt była wciągająca ale za to bardziej konkretna. 
Był porządek, był cel ale do oczekiwanego wrażenia numeru popisowego było bardzo daleko... 

POWRÓT

12 grudnia

Zapraszamy dzisiaj na godzinę 21.30
do Centrum Prasowego VII Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga 
(Hotel Monopol, ul. Dworcowa)
na OGŁOSZENIE WYNIKÓW III ETAPU.

Natomiast jutro, o godzinie 10.00 (Hotel Monopol)
odbędzie się KONFERENCJA PRASOWA ZAMYKAJĄCA I PODSUMOWUJĄCA KONKURS.

POWRÓT

11 grudnia - po czwartkowych przesłuchaniach II etapu


Rozpoczął Darell Ang  z Singapuru od  Koncertu skrzypcowego D-dur J. Brahmsa z Patrycją Piekutowską. 
Bardzo dobrze poprowadził wstęp. Zwróciłem uwagę na specjalną elegancję jego ruchów i na wykorzystywanie 
palców do misternego modelowania brzmienia. Na pewno jest on wrażliwym muzykiem. 
Jako akompaniator  wszystko co trzeba kontrolował- tam gdzie trzeba ustępował, gdzie indziej 
aktywnie prowadził całość. Wiele lepiej -poza intonacją- grała we czwartek solistka. 
III Symfonia Brahmsa dyrygowana była dość niepewnie. Zwłaszcza w wolnych fragmentach 
- wpatrzony w nuty Ang, jakoś niepewnie kręcił rękoma ruchy. Długo ćwiczył  szczegóły 
związane ze wstępnymi taktami, potem wygładzał inne szczegóły. Nie wysilał się specjalnie, 
nie chciał błyszczeć  - pokazał zwykłą, szarą  pracę, wszak to próba - nie koncert. 
Na pewno zostawił pewien niedosyt. Poproszono go jeszcze o wolną część, która na konkursie stwarza 
spore zagrożenie bo istnieje ogromne  ryzyko spadku emocji, napięcia i  nijakości pod w
arunkiem że... nie ma się wiele do powiedzenia. U Anga niestety było nijako i niepewnie...

Harutiun Arzumanian  z Armenii wylosował wpierw Koncert skrzypcowy Czajkowskiego z Sz. Krzeszowcem. 
To wykonanie miało sens ponieważ solista z czymś wychodził a dyrygent właściwie na to reagował. 
Dyrygował był uśmiechnięty i pogodny. Potem słuchaliśmy Symfonii d-moll  Francka. 
Ogromnie to trudny utwór-okazale budowany przez Arzumaniana. Dobry dyrygent, świadomy. 
Świetnie prezentuje się na podium, jest na tyle wysoki, że jego ręce zdają się ogarniać całą orkiestrę. 
Zbudował monolit, jedną wyrazową całość. Dobra praca, dobry efekt. To dyrygent, 
który moim zdaniem może skutecznie sięgać po każdą partyturę.

Marko Ivanovic z dyrygował Koncertem Czajkowskiego-z Sz. Krzeszow-cem. Przegrali razem całość. 
Podobały mi się liryczne frazy grane przez solistę - pięknie i czysto. Dyrygent wypadł w sumie 
dość blado choć zmieścił się w akompaniatorskiej średniej. Potem była VII Symfonia Dworzaka. 
Wybrał trzecią część a przede wszystkim wylosował "swoją" muzykę (szczęście sprzyja lepszym ?) 
Nie zachwycił mnie czymś nadzwyczajnym - mając w pamięci jego występ w I etapie, 
ten wypadł w zasadzie bezwrażeniowo. Potem jeszcze Jury poprosiło go o II część dzieła. 
Była dość niedbała a dyrygent nazbyt pasywny.

Anna Jaroszewska   zamknęła półfinałową stawkę. Poprowadziła Koncert Beethovena z Adamem Wagnerem. 
Bardzo dobrze przygotowała wstęp. Dyrygowała ładnie, ruchami szerokimi, wciąż się krzyżu-jącymi. 
Zostawiła po akompaniamencie dobre wrażenie. Potem był jej "gwóźdź programu" - 
Symfonia d-moll Francka, która jest takim swoistym, jedynym w swoim rodzaju symfonicznym teatrem. 
Piszę o tym dlatego, ze Anna Jaroszewska okazała się być świetnym reżyserem. 
W mrocznym wstępie "otwierały się bramy piekieł", były i akordy jak "ostrze noża" a potem otwierały
się różne piękne krainy... Nie da się ukryć, że może to pomagać muzykom w danej interpretacji, 
ułatwić "rozumienie" dźwięków choć wyczuwałem też poirytowanie…Jurorzy dość masowo pielgrzymowali 
w stronę estrady aby bliżej zobaczyć naszą dyrygentkę. Jaroszewska się śpieszyła, tak jak poprzednio. 
Pracowała bardzo wnikliwie i drobiazgowo, wiele mówiła a ćwiczyła w zasadzie tylko sam wstęp 
i właściwy początek utworu. W jej występie -jak na moje wyczucie- za dużo było teatru, zresztą 
podobnie było w I etapie. Przyznam, że jej występ był jednak jakąś formą widowiska ale czy dyrygowanie
nie może, czy nie jest też widowiskiem ? Można to odrzucać ale dobrze jest wiedzieć czym się dyryguje
i o czym jest dana bajka a akurat to dzieło Francka doskonale się do tego nadaje.

Adam Rozlach


POWRÓT

Kandydaci dopuszczeni do III etapu przesłuchań VII Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga:

 

Arzumanian Harutiun (Armenia)

Ivanović Marko (Czech Republic)

Marković Aleksandar (Serbia)

Pitrenas Modestas (Lithuania)

Połonski Wsiewołod (Russia)

Ri Chol-Ung (North Korea)

POWRÓT

10 grudnia - po pierwszym dniu II etapu Konkursu

Istotą tego etapu jest poprowadzenie próby z romantyczną czy poźnoromantyczną symfonią oraz z jednym z kilku koncertów skrzypcowych. Do każdego dzieła koncertowego przyporządkowani są mniej lub bardziej znani wykonawcy, o których więc -z konieczności- będę tu pisać. To już całkowicie inny etap. Inne zadanie, inna odpowiedzialność i znacznie większy problem z zagospodarowaniem czasu - 45 minut na te dwa utwory.
Aleksander Markovic z Serbii, który tak bardzo podobał mi się w pierwszym etapie - w drugim nieco zawiódł. Wylosował Koncert D-dur Brahmsa oraz VII Symfonię Dworzaka. Można powiedzieć, że był jeszcze trzeci element tego występu, także wszystkich pozostałych - solistka w koncercie Brahmsa - Patrycja Piekutowska. To była jedna wielka katastrofa. Wykonawcza, intonacyjna... Ja wiem, że to nie solista jest tu najważniejszy ale po co sięgać po dzieło, którego nie potrafi się zagrać - to jest coś niezrozumiałego. Dyrygent po zakończeniu współczuł skrzypaczce a my...jemu. Wykonał tylko -w tej atmosferze- prawie całą pierwszą część, dał parę uwag we wstępie a potem już tylko wszyscy czekaliśmy końca... W VII Symfonii Dworzaka szczęśliwie coś się wreszcie zaczęło dziać i w końcu dyrygent serbski doszedł do w miarę wysokiego wyrazowego poziomu. Takeshi Ooi wylosował z kolei Koncert D-dur Czajkowskiego oraz tę samą symfonię Dworzaka. I on miał problem z solistą choć nieporównanie mniejszy. Szymon Krzeszowiec grał wpierw ładnie, na dużym luzie ale chyba na zbyt dużym bo niemal od razu zaczęły się trwające potem już do końca potężne problemy - również techniczne i również intonacyjne. Trudno pisać tu o jakichkolwiek niuansach kiedy człowiek już tylko chce dotrwać do końca. I Ooi raz tylko przegrał dzieło "trzymając" je ze swojej dyrygenckiej strony całkiem nieźle. Symfonia Dworzaka wartko płynęła jednym żywym i impulsywnym nurtem. Było dużo znakomitych momentów. Japończyk zaczął pracę nad szczegółami w 30 minucie występu. Kilka razy powtarzał i poprawiał kulminację. Zwracał też uwagę na inne drobne szczegóły. Powtarzał je. Była to ciekawa i efektywna praca. W istocie inaczej już brzmiały te miejsca. Ale i jego występ w I etapie oceniłem wyżej. Richard Owen Jr z USA poprowadził Koncert D-dur Beethovena oraz III Symfonię Brahmsa. T akże w II etapie Owen pokazał radosną i promienną sztukę, niestety również "zmąconą" grą solisty - tym razem Adama Wagnera. Owen był bardzo czujny i precyzyjny, łaskawym wielce okiem spoglądał na solistę...O elegancji ruchów, o spokoju, o pełnym ale jakże twórczym luzie - nie trzeba już pisać. I on nie przerwał trwającego wykonania Koncertu. Symfonię Brahmsa od razu zaczął od szczegółów - zwłaszcza artykulacyjnych. Cyzelował je, wciąż doskonaląc wykonanie. Bardzo zaangażowany to i czujny wielce muzyk. Do tego ciekawy i wrażliwy. Modestas Pitrenias także rozpoczął od Koncertu Beethovena. Tym razem Wagner grał już lepiej. Pitrenias wypadł jeśli nie tak samo dobrze jak w I etapie - to teraz jeszcze lepiej. Radził sobie doskonale ze wszystkimi problemami. Akompaniament poprowadził bez zarzutu i wykazał się wreszcie jakąś aktywnością (inni raczej "chowali" się, co można zrozumieć pamiętając o klasie skrzypków). II Symfonia Sibeliusa dostarczyła mi dużych estetycznych przeżyć. Po I etapie pisałem, że Pitrenias jest dość klasycznym dyrygentem a po Sibeliusie uważam że jest bardzo klasycznym dyrygentem. Prowadzi muzykę pięknymi ruchami, wielce eleganckimi ale z drugiej strony potrafi wstrząsnąć, ukazując fragmenty dramatyczne. Orkiestra grała świetnie a on szalenie skupiony, wciągał nas w wir wydarzeń. Jeśli Jury wysoko ceni "dostarczanie" tak mocnych i głębokich wrażeń to Pitrenias mógł zyskać wiele. Bardzo ciekawa i efektywna była to praca. Wsiewołod Połonski z Rosji wylosował znane nam już "doskonale" utwory: Koncert Brahmsa oraz III Symfonię tegoż twórcy. O grze solistki wolę już nie pisać aby się nie powtarzać. Było niby dużo lepiej ale… Połonski we środę był znacznie swobodniejszy. Nawet się uśmiechał. Koncert zagrał w jednym "kawałku" ani raz się nie odzywając. Symfonia Brahmsa zwracała uwagę swoim majestatem. Wiele było drobiazgowej pracy z muzykami sekcji dętej, także z całością zespołu. Próba może nie była najciekawsza ale efekty jej - dobrze słyszalne. W Symfonii zauważyłem jednak pewną schematyczność dyrygowania. Na 8 minut przed upływem czasu poproszono go o III część dzieła. "Brał" ją w takiej postaci w jakiej zagrała mu Orkiestra. Już nic nie powtarzał i nie korygował. Co by jednak nie powiedzieć, mimo oznak wspomnianej schematyczności - dyryguje on bardzo pięknie dla oka i bardzo klasycznie. Rozpoczynający wieczorną sesję Ri Czol Ung z Korei Północnej dyrygował wpierw Koncertem rahmsa a potem I Symfonią Mahlera. Ten dyrygent był chyba dla wielu z nas wielkim bohaterem I etapu. W drugim wypadł znów wyróżniająco. Piękne są jego ruchy, miękkie, elastyczne choć i tam gdzie trzeba: drapieżne i zdecydowane. Solistka znów dała "koncert" potężnych nieczystości intonacyjnych i to od pierwszego prawie po ostatni dźwięk nie pisząc już o kolejnych wpadkach wykonawczych. Koreańczyk prowadził próbę wykonania Koncertu w zasadzie bez zarzutu. Zadanie więc zostało spełnione. Potem był "Tytan" Mahlera - bardzo wnikliwie i drobiazgowo poprowadzony przez Unga, który ani przez moment nie zgubił swojej dyrygenckiej elegancji. Poproszony o III część mógł ją bardziej zróżnicować. Szalenie pogodny, miły i pięknie dyrygujący muzyk !!! Wojciech Rodek z Polski wylosował Koncert Czajkowskiego oraz VI Symfonię "Patetyczną" tegoż kompozytora. Tu Szymon Krzeszowiec do nieudanych partii dorzucał też i te o dużym muzycznym uroku. Dyrygent wypadł w tym utworze nijako ograniczając się niemal wyłącznie do taktowania. Był bardzo pasywnym akompaniatorem. I w Symfonii pokazał swoja małą aktywność. Nic nie kreował - brał wykonanie takie, jakie dostawał a nie wszystko mogło zadowolić... Przewodniczący Jury poprosił na koniec o ostatnią część, dzięki czemu Rodek zostawił w miarę dobre wrażenie. Bez trudu można było już znaleźć znacznie więcej muzycznej treści i wyrazowego efektu. W każdym razie i występ Rodka w I etapie był znacznie ciekawszy. Kończący środową serię przesłuchań II etapu Tomasz Tokarczyk rozpoczął od Koncertu Beethovena, w którym to wykonaniu, od strony solistycznej, znów przeżywaliśmy bardzo trudne chwile. Jedynym plusem tego wykonania było to, że dyrygent przynajmniej był aktywny, wreszcie wyprzedzał tok wydarzeń. Nic więcej jednak nie można powiedzieć dobrego o tym wykonaniu. Potem była IV Symfonia d-moll Schumanna, w której Tokarczyk pokazał swoją dyrygencką klasę. Podobały mi się jego ruchy, gesty; celne i akuratne były reakcje. Był rozmach ale i czar. Była precyzja i zdecydowanie. Ciekawe były ujęcia przedstawianych fragmentów, np Scherza i ładnie skontrastowanego Tria z tego dzieła. Muzyk nasz zostawił więc dobre wrażenie. Adam Rozlach

POWRÓT

Uczestnicy, którzy zakwalifikowali się do II etapu Konkursu:

 1. ANG Darell (Singapore)
 2. ARZUMANIAN Harutiun (Armenia)
 3. IVANOVIĆ Marko (Czech Republic)
 4. JAROSZEWSKA Anna (Polska)
 5. MARKOVIĆ Aleksander (Serbia)
 6. OOI Takeshi (Japan)
 7. OWEN Jr. Richard (USA)
 8. PITRENAS Modestas (Lithuania)
 9. POLONSKI Wsiewołod (Russia)
10. RI Chol-Ung (North Korea)
11. RODEK Wojciech (Poland)
12. TOKARCZYK Tomasz (Poland)
 

POWRÓT

9 grudnia - po wtorkowych przesłuchaniach

Stawkę kandydatów dopuszczonych do I etapu Konkursu zamknęli we wtorek: Amerykanin Richard Owen Jr
oraz Francuz Emanuel Leducq-Barome. Nie przyjechał w końcu stały "korespondent" Konkursu z Japonii, 
który bardzo chciał rozpocząć swój udział od... drugiego etapu. 
Nie wiem czy annały jakiegokolwiek Konkursu odnotowują taki przypadek...

Richard Owen Jr zaimponował mi od razu taką serdeczną i naturalną radością bycia. 
Jakież to sympatyczne a i wzruszające kiedy artysta cieszy się wręcz z usłyszanych wstępnych akordów
w Egmoncie Beethovena... Pogodny, wrażliwy i radośnie usposobiony. To ciekawy, bardzo emocjonalny 
dyrygent a do tego skrupulatny, nawet i drobiazgowy. Dlatego też wiele wniósł w wykonanie uwertury 
i zasygnalizował nam, że to i owo mógłby jeszcze poprawić. W II Symfonii Beethovena jego drobiazgowość 
osiągnęła jeszcze większy wymiar ale tych różnych wątpliwości wykonawczych nazbierało się sporo 
bo przecież każdy kandydat zwraca uwagę na inne szczegóły. Owen stworzył wrażenie jakby na koniec 
I etapu chciał jakby stworzyć pewien wzorzec jak... należy grać I część tego dzieła. 
Był bardzo stanowczy i zdecydowany ale przy tym szalenie grzeczny. Podobała mi się też jego 
umiejętność kontaktowania się z muzykami orkiestry.

Ostatnim kandydatem występującym w I etapie Konkursu był Francuz Emanuel Leducq-Barome. 
Był jedynym dyrygentem który rozpoczął od symfonii - IV Symfonii Beethovena a dopiero potem 
poprowadził próbę z uwerturą do Cyrulika. Jedyny też dyrygował bez batuty. 
Dyrygował dość sztywno choć trzeba powiedzieć, że wszystko zgadzało się od fachowej strony. 
Sporo satysfakcji doznałem w uwerturze bo chyba Leducq-Barome był jedynym kandydatem spośród 
wszystkich interpretatorów Cyrulika (a nie brakowało ich)który właściwie ustawił artykulację 
motywu głównego. Przeznaczony dla siebie czas wykorzystał bardzo konkretnie i z wielką dyscypliną 
- skutkiem czego pracę ukończył... trzy minuty przed upływem czasu.  


POWRÓT


9 grudnia - po poniedziałkowych przesłuchaniach

Trzeciego dnia Konkursu wystąpiło 9 kandydatów. 
Rozpoczęła Helene Bouchez -przedstawicielka Francji. Wylosowała uwerturę Rossiniego 
- Cyrulik Sewilski oraz V Symfonię Schuberta. Bouchez to czujna, żywo reagująca artystka. 
Nad uwerturą nie pracowała zbyt wiele - w zasadzie raz przegrała całość, 
potem nieco "pokłoniła" się wstępowi i przeszła do Schuberta. 
Tym razem była to II część dzieła. Poza niekorygowanymi nierównościami smyczków zapamiętałem 
też dużo muzyki, którą artystka odnalazła w tej pięknej części. 
I jeszcze jedno - dyrygentka bardzo ładnie porusza się na podium, 
z prawdziwie francuską elegancją.  

Christopher Chen z Australii, wylosował uwerturę Mozarta oraz IV Symfonię Beethovena. 
To dynamiczny i pewny dyrygent. Umie zapanować nad całością. 
Dyryguje z absolutną swobodą, często -"puszczając" wręcz całą orkiestrową machinę - 
przestając  dyrygować. Orkiestra zaakceptowała jego styl. Z IV Symfonii Beethovena 
jurorzy wybrali wolną część. Praca  była mało efektowna ale znacznie lepiej było z efektywnością...
Mimo wszystko występ ten przeszedł trochę bezwrażeniowo, emocjonalnie....	

Szwajcar Alexandre Clerc przedstawił nam znów uwerturę Mozarta oraz V Symfonię Schuberta.  
Praca jego wpierw niezbyt "kleiła" się. Potem coraz pełniej przekonywałem się o wartości Clerca. 
To bardzo ciekawy dyrygent: elastyczny w podejściu, w ukazywaniu swoich myśli muzycznych 
a do tego ładnie prezentujący się na podium. Jest to prawdziwy dyrygencki talent. 
Także w Symfonii Schuberta zachwycił mnie lekkością i elegancją.  

Victor Costa z Francji przedstawił wpierw uwerturę do Cyrulika sewilskiego. 
Zrazu zainteresował mnie sprężystością bycia na podium co ładnie wiązało się z treścią uwertury. 
Dyrygent zwracał uwagę na smakowite dość szczegóły w partyturze - jak nikt dotąd w tym utworze. 
Było to żywe i wesołe wykonanie. Co jeszcze: Costa ciekawie potrafi modelować frazy, 
"pieścić"  je wyrazowo - także w Symfonii Linzkiej. A to, że ciągłym cyzelowaniem szczegółów
w czasie gry nigdy nie irytuje a raczej inspiruje - dobrze o nim świadczy. 
Kapitalnie reaguje on muzykę -wesoło ale i kompetentnie.  

Andriej Daniłow  z Rosji poprowadził Czarodziejski flet Mozarta. 
Był bardzo aktywny w czasie pracy, nadto komunikatywny i otwarty. 
Próbę prowadził wartko i ciekawie, muzycy dobrze mu grali - łatwo więc wywnioskować, 
że było to i dobre dyrygowanie. 
Także w Symfonii Linzkiej  potwierdził te cechy. Ciekawy dyrygent, taki, z którym chce się obcować. 
Żywe było to wykonanie niczym nie nużące mimo, że brakowało jakiegoś szczególnego ognia czy piękna.

Aleksander Gref z Polski wylosował uwerturę do Czarodziejskiego fletu  oraz "Czwartą" Beethovena. 
To szczególnie ciekawy dyrygent, Świetnie pracujący z orkiestrą, znakomicie wykorzystujący 
językową przewagę. Potrafił zainteresować a potem wyegzekwować różne zapisane w nutach a często 
niezbyt wiernie odtwarzane szczegóły. 
Dyryguje szeroko, obrazowo a do tego jest dyrygentem dynamicznym i bardzo aktywnym. 
Zespół starał się i grał precyzyjnie no ale też właściwe impulsy wychodziły od dyrygenta: 
czytelne i wyraziste. W IV Symfonii artysta zwracał uwage na kształt drobiazgów, 
wykazywał dużą skrupulatność. Umie efektownie i skutecznie poprowadzić próbę, pokazać ale 
i dać brzmieniowy, dźwiękowy efekt. Ciekawie wnika w beethovenowskie klimaty.
Chyba lubi on te wielkie zróżnicowania i kontrasty...

Haris Iladis z Grecji dyrygował, oczywiście, uwerturą Czarodziejski flet 
a potem 104 Symfonią Haydna. Choć jego styl bycia na podium i dyrygowania nie zafascynował 
mnie szczególnie, przyznaję, że dyryguje on z dużą skutecznością. 
My możemy się uśmiechać a on swoje i tak zrobił… W Symfonii Haydna, co mnie zaskoczyło, 
bodaj ani raz nie zatrzymał nierówno często grających muzyków. Zwracał uwagę na zupełnie inne elementy. 
Wydawało się, że wszyscy muzycy Orkiestry są wyjątkowo przy nim swobodni a może rozprężeni, 
przez co grali bardziej niż zazwyczaj... fantazyjnie. 

Marko Ivanovic z Czech prowadził wpierw Uwerturę Nieszpory sycylijskie Verdiego. 
Choć z samego początku uwertura grana była nierówno to od pierwszego taktu wyczuwałem, 
że muzycznie będzie to granie doskonałe. I tak się stało. Ivanovic to ogromnie sprawny 
i wielce wrażliwy muzyk; znakomicie pracujący z muzykami i chyba też odwrotnie. 
Zawsze właściwie reaguje, zawsze jest bardzo czujny i uważny  a do tego świetnie wygląda na podium. 
Nie chodzi mi tu o jakąś posągową sylwetkę a o naturalny obraz szczerego i uczciwego muzyka, 
który pracuje w muzycznym fachu. Muzyka prawdziwego a nie udawanego jak zazwyczaj... 
Schuberta V Symfonia B-dur poszła gładko i ciekawie choć bardzo "normalnie". 
Z ogromną przyjemnością przypatrywałem się jego poczynaniom i cieszyłem się, że wybrał drogę 
trudniejszą -szczerej pracy a nie tylko zewnętrznego popisu...

Najmłodszą kandydatką biorącą udział w katowickim Konkursie jest 23 letnia Polka - 
Anna Jaroszewska. Dyrygowała -jakby inaczej - 
Uwerturą do  Czarodziejskiego fletu oraz Symfonią "Włoską" Mendelssohna. 
To całkowicie inny typ dyrygenta aniżeli Czech. Bardzo dynamiczna, o temperamencie 
trudno porównywalnym z innymi kandydatami: tańcząca, schylająca i nachylająca się w stronę muzyków; 
mówiąca szybko, czasem głośno a już na pewno tonem nie znoszącym sprzeciwu... 
Może to i dobra na dzisiejsze czasy metoda ale kiedy widzi się atrakcyjną, młodą kobietę - 
to jednak taki obraz nieco zaskakuje. 
Już po jednokrotnym przegraniu uwertury od razu przeszła do symfonii. 
Ogromnym plusem tego wykonania była żywiołowość. To robiło wrażenie, a że wielu z nas lubi
takie efektowne granie - znalazło pewnie wielu zwolenników. 
Anna Jaroszewska jak to się mówi poszła na całość nic w sumie nie mając do stracenia. 
Zobaczymy. 
W każdym razie muzycznie niezła, umiejąca pracować, dobrze przygotowana do zawodu...


ADAM ROZLACH


POWRÓT


8 grudnia - po niedzielnych przesłuchaniach

W niedzielny poranek pierwszym występującym kandydatem był Niemiec Marcus Prieser. 
Wylosował uwerturę do  Czarodziejskiego fletu Mozarta oraz II Symfonię Beethovena. 
Jest on bardzo ciekawym muzykiem, pełnym zdecydowania, który  potrafi  efektywnie 
pracować w muzycznej materii, będąc dyrygentem precyzyjnym, konkretnym, żywym, 
czujnym i swobodnym.  
Już po uwerturze zostawił bardzo dobre wrażenie. II Symfonia Beethovena była już 
trudniejszym zadaniem choć przecież Preser dobrze zna tę materię a nadto wie czego chce. 
Po paru minutach pracy nad wstępem i początkiem Alegro - zaprezentował wybraną całość 
w zasadzie bez wątpliwości. Czuło się że to jest jego muzyka. 
Swój występ skończył tuż przed czasem. Wszystko wiadomo....

Wiktoria Raciuk z Ukrainy wylosowała  Uwerturę tragiczną Brahmsa oraz V Symfonię Schuberta. 
Kiedy zaczęła musiała być mocno spięta bo była wpatrzona w nuty a i trochę w...siebie. 
Mówiła bardzo cicho, jej głos wpierw ledwo docierał do publiczności. 
Ale jeśli czyni się coś w tak wolnym tempie to nawet uwertura tragiczna "wlecze" się 
dostojnie i ślamazarnie.  
V Symfonia Schuberta wypadła już znacznie lepiej i żywiej... 
Dyrygentka reagowała już o wiele bardziej zdecydowanie, pokazała też później swoją 
wrażliwość w wolnej części ale i tak to wszystko było gdzieś głęboko  schowane… 

Aleksandr Razumow przyjechał do Katowic z Białorusi. Na podium wziął z sobą uwerturę 
Egmont Beethovena oraz tegoż twórcy II Symfonię. Ten kandydat z kolei zrekompensował 
wszelkie niedosyty.  
Zaczął dyrygować jak wojownik na polu bitwy tuż przed ostatecznym zadaniem ciosu. 
Na szczęście udowodnił w Symfonii, że potrafi "zachować" się w częściach kontrastujących 
czyli np. lirycznych. Bardzo musi lubić wszelkie kontrasty... 
Mój profesor Marian Wallek Walewski takie wojownicze grania nazywał…wielkomocarstwowymi. 
Choć przyznajmy Egmont ma swoją dramaturgię…
II Symfonia Beethovena podobała mi się tylko w tej skontrastowanej części, 
w której Razumow pokazał swoją wrażliwość choć napięcie i wtedy go nie opuszczało.  

Ri Czol Ung  reprezentuje Korea Północną. Był jednym z tych, o których być może będziemy 
mówić znacznie dłużej i więcej niż o większości pozostałych kandydatów. 
Przecierałem oczy ze zdumienia podziwiając jego umiejętność wspaniałego kontaktu z muzykami 
Orkiestry. Od początku wywierał dobre wrażenie. Jest wielce utalentowanym dyrygentem, 
ciekawie np. modeluje on frazy swoimi palcami. Dyrygował… Zemstą  nietoperza J. Straussa 
a jego zemsta była o stokroć bardziej roztańczona aniżeli wczorajsze, co nie znaczy 
że umiał pokonać wszelkie meandry i zawiłości tej tylko z pozoru łatwej uwertury. 
Potem była mozartowska Symfonia Haffnero-wska. W niej Razumow był chyba nazbyt pasywny. 
Potem nieco się rozkręcił ale ogólnie jego Mozart już tak nie zachwycił...  
Wojciech RODEK  był kolejnym egzekutorem straussowskiej Zemsta nietoperza. 
Poprowadził ja żywo i  impulsywnie. Już po występie Rozumowa interpretację Rodka 
oceniłem jeszcze wyżej. Była wartka i żywa jak on sam...Bardzo potoczyste spełnienie.  
Beethovena - Czwarta Symfonia  Także poszła dość gładko, wartko i potoczyście. 
I on skończył przed upływem regulaminowego czasu. 

Tomasz Tokarczyk wylosował uwerturę Cyrulik sewilski Rossiniego oraz Czwartą Beethovena. 
Były pewne rozbieżności pomiędzy wydaniem partytury a orkiestrowymi głosami ale chyba 
nie tylko dlatego dyrygent ten nie pozostawił najlepszego wrażenia po I części swojego 
niedzielnego występu. Potem była IV Symfonia Beethovena.
Może i ciekawa ale troszkę za mało efektowna.  

Po raz pierwszy na tegorocznym Konkursie polski dyrygent Maciej Żółtowski wylosował 
uwerturę Euryanthe C.M. Webera. Pokazał się z bardzo dobrej strony. 
Był muzykiem w pełni skoncentrowanym, skupionym. Konkursową próbę prowadził bardzo swobodnie.
W II Symfonii Beethovena długo pracował nad wstępem i nie była to praca od razu przynosząca 
owoce. Panował jednak nad całością  w stopniu wysokim.   	
Myślę,że dla wielu niespodzianką była postawa Hiszpana Sergio Alaponta. 
Wylosował on uwerturę Nieszpory sycylijskie Verdiego oraz II Symfonię Beethovena. 
To bardzo ciekawy muzyk. Młody, świetnie wyglądający na dyrygenckim podium który robi 
wrażenie od pierwszego taktu. 
Najkrócej rzecz ujmując tłumaczę to faktem, że Alapont dyryguje muzyką. 
Jakoś -nadto- blisko mu do Verdiego i do opery...Po raz pierwszy tak naprawdę pięknie 
wyśpiewane były melodie nawet w wiolonczelach. Wartko i atrakcyjnie toczyła się zatem 
akcja uwertury  a Hiszpan zachwycił mnie też eleganckim wielce stylem dyrygowania. 
Potrafi ładnie podziękować muzykom Orkiestry za bardzo dobre granie a potem prosi o ...
dalszą pracę. Swobodny, uśmiechnięty, radosny to muzyk a do tego bardzo wiarygodny. 
Nie udający… II Symfonia Beethovena potwierdziła jego zalety. 
Tu dopiero pokazał skupienie i koncentrację no a do tego dochodzi jeszcze świetna 
dyrygencka prezencja... 
Na koniec raz jeszcze wrócił do wstępu i był to również bardzo udany fragment próby. 
Sensowne uwagi, jasne, konkretne, czytelne i takoż wykonane przez muzyków orkiestry.

Bardzo podobał mi się także przedstawiciel Singapuru Darrell Ang. 
Z Orkiestrą przygotowywał wpierw Nieszpory sycylijskie a potem V Symfonie Schuberta. 
Była to bardzo efektywna praca. Poprawiał  intensywność i wyrazistość. 
Był szalenie aktywnym dyrygentem, potrafił ożywić też muzyków Orkiestry. 
Wiele w nim zdecydowania ale i muzycznej i dyrygenckiej kompetencji... 
Podobnie było w V Symfonii Schuberta. 
W każdym razie słuchając i oglądając jego występ podziwiałem też niekłamane piękno 
schubertowskiej muzyki!
  

Harutiun Arzumanian z Armenii także wylosował Euryanthe Webera oraz Symfonie Linzką Mozarta. 
I on zadziwiał aktywnością i pracowitością - może ciut gorzej było z efektem. 
Ale to dyrygent dobrze wyglądający na podium, którego muzycy chcą słuchać,  
dysponuje sporą wrażliwością. W arcytrudnej Symfonii Linzkiej nie miał czasu na niuanse 
i muzyczne wyrafinowania…


Adam Rozlach


POWRÓT

7 grudnia - po sobotnich przesłuchaniach

Na estradzie Orkiestra Filharmonii Śląskiej. W pierwszym dniu wystąpiło 
dziesięcioro kandy-datów. Każdy z nich musi wybrać po trzy utwory z dwóch grup 
a na pół godziny przed występem losuje po jednej kompozycji, które ma przygotować 
i wykonać w ciągu 30 minut.
W grupie A znajdują się klasyczno-romantyczne uwertury a w grupie B - symfonie 
klasyków wiedeńskich oraz po jednej symfonii autorstwa F. Schuberta 
i F. Mendelssohna.

Oto krótkie charakterystyki występów pierwszych kandydatów w I etapie Konkursu.

Stamatia Karampini z Grecji wylosowała Uwerturę tragiczną Brahmsa oraz IV Symfonię 
Beethovena. W uwerturze w zasadzie poprawiała tylko nierówności wykonawcze. 
Potem niezbyt przekonująco pracowała zwłaszcza nad codą. 
Ciekawe, że znacznie lepiej prezentowała się jej dyrygencka sztuka na zainstalowanym 
z prawej strony Sali filharmonicznej - nad wiolonczelami i kontrabasami- telebimie, 
który stanowi pomoc nie tylko dla widowni a przede wszystkim dla jurorów. 
Ekran pokazuje bowiem w zbliżeniu  twarz,  gesty oraz mimikę dyrygentów.
IV Symfonia Beethovena pokazała zaś, że Karampini rzadko wykracza poza dyrygowanie. 
Nie za wiele zdążyła wypracować. Przyznać jednak trzeba, że dużo w niej zdecydowania, 
temperamentu a muzycy bardzo chętnie  pomagali jej w czasie występu . 
W sumie zostawiła dobre wrażenie.

Władimir Kern to absolwent moskiewskiego Konserwatorium. Wylosował Nieszpory sycylijskie
- uwerturę G. Verdiego oraz IV Symfonię "Włoską" Mendelssohna. 
W uwerturze utknął już we wstępie - bardzo trudnym. Potem brnął w kolejnych pułapkach tego
dzieła. Zostawia  nie za dobre wrażenie. IV Symfonia "Włoska" Mendelssohna przyniosła inne
niespodzianki. Kern chciał np. więcej sprężystości w smyczkach czego doczekał się w końcu. 
Sprawiał wrażenie że doskonale wie czego chce. Dyrygował z dużą dozą  pewności. 
Często się uśmiechał... Wrażliwy muzyk , który jednak nie do końca osiągnął zamierzony cel…

Przedstawiciel Tajwanu Tien - Chi  Lin  wylosował Uwerturę do Zemsty 
nietoperza J. Straussa oraz II Symfonię B-dur Beethovena. Robił wrażenie jakby niczego 
specjalnego nie wymagał od orkiestry. Wszystko go cieszyło a dyrygowanie często przybierało 
postać schematycznego choć przyznać to trzeba - dość skutecznego. Nie bardzo chciał wnikać  
w wiedeńskie zawiłości i wyrafinowania. Dyrygował jednak ładnie i elegancko ale niemal 
całkowicie  nie zauważając problemów. Może to dobra metoda  na konkurs? 
Często  powierzchowna ale niekiedy przynosząca  efekty. 
Kontakt z orkiestrą zachowany w nikłym  stopniu. W Symfonii Beethovena sporo było  nieporozumień. 
I tu sięgał po wypróbowaną w uwerturze metodę pracy choć osiągnął tu znacznie więcej. 
Na trzy minuty przed upływem czasu - spróbował jeszcze drugą część - 
zostawiając w końcu dobre wrażenie. Znacznie więcej było już pewnych cyzelowań, korzystał też 
ze swojej wrażliwości. Podobał się tak muzykom jak i publiczności. 

Po przerwie na podium stanął Chińczyk Ju Liu. Zaczął od uwertury Egmont Beethovena. 
Dyry-gował dość  schematycznie, takimi szerokimi łukami, na okrągło. 
Cały czas tak samo. Na szczęście reagował na różne szczegóły choć był dość statyczny. 
Niewiele osiągnął. Parę razy zatrzymał narrację dużych fragmentów, wręcz całości aby dać kilka 
zaledwie uwag - uwerturę skończył z niewielkim  efektem. 
Potem była V Symfonia Schuberta. Z początku robił wrażenie nieczułego na piękno tej muzyki. 
Jednak - całościowo -  właściwie reagował. Czujny był na dyrygenckie szczegóły choć w sumie 
niewiele z tego  wynikało... Po kilku minutach przeszedł jeszcze do wolnej części. 
Bardziej pilnował wtedy spraw muzycznych i właściwego frazowania. 
Ładnie zareagowali muzycy Orkiestry. To było dobre posunięcie.

Aleksander Markowic z Serbii ma 28 lat. Okazał się najciekawszym dyrygentem pierwszego dnia 
przesłuchań. Od pierwszej sekundy miał znakomity kontakt z Orkiestrą i z publicznością. 
Rozpoczął od uwertury do Czarodziejskiego fletu - Mozarta choć wpierw pozwolił zespołowi na wspólne 
dotarcie się dopiero po paru minutach zabrał się do pracy nad dziełem. 
Postawił - i słusznie - na precyzję  i muzykalność. To szalenie wyrazista postać, to artysta żywy, 
dyrygujący z pewną już elegancją, bardzo obrazowo, fachowo i kompetentnie.  
Jest nadzwyczaj kontaktowym człowiekiem, robi sympatyczne, bez problemu osiąga to, 
co chce, co zamierzył. 
Drugim wylosowanym utworem była haydnowska  Symfonia Wojskowa. I w niej zachował wielką 
wiarygodność! Umie pracować  z orkiestrą Potrafi zdopingować muzyków, pochwalić ich 
ale i zaraz potem  wymagać. Jest bardzo ruchliwym i żywym  dyrygentem, bardzo konkretnym, 
skrupu-latnym i drobiazgowym a przy tym miłym, grzecznym i eleganckim. 
Błyskotliwość i  żywiołowość to istotne elementy jego osobowości. 
To jest postać, wyraźnie już zarysowana artystyczna osobowość.   

Przemysław Neumann z Poznania otworzył wieczorną sesję konkursowych przesłuchań. 
Rozpoczął od uwertury Egmont Beethovena. Dyryguje on dość miękko ale wyraziście. 
Zaczął od drobiazgów, na których się skupił i był to wybór, który nie przyniósł chyba 
zbyt wielu efektów, w tak krótkim przecież czasie. Potem była Symfonia D-dur op. 104 Haydna. 
Dużo więcej było już w niej spokoju i opanowania. Udowodnił,  że wysoką posiadł już świadomość
rozumienia tej muzyki, że wie czego chce ale do porwania nas, do wykrystalizowania postaci, 
osobowości - droga zdaje się być jeszcze daleka. 

Dobre wrażenie zostawił po sobie Takeshi Ooi z  Japonii. I on wylosował Egmonta Beethovena. 
Orkiestra dopiero co grająca tę uwerturę grała z wielkim ogniem nawet specjalnie nie zwracając 
z początku uwagi na dyrygenta. Poprowadził całośc a dopiero potem zaczął pracę z muzykami. 
Wiele osiągnął - była to praca, która przyniosła owoce.  Pieczołowicie pracował potem nad wstępem 
do IV Symfonii Beethovena. Był należycie przygotowany. Dysponuje on niezłym warsztatem. 
Z pewną satysfakcją obserwowałem jego pracę i jej postępy. Japończyk jest do tego dyrygentem dość żywym 
i impulsywnym choć większość cech dopiero w symfonii  wyeksponowana została należycie. 
Ale też rozwojowy był to występ. Szary i pracowity wpierw  a potem efektowny i dość profesjonalny.

Koreańczyk In Woock Park wylosował uwerture do Nieszporów Verdiego. Nie kleiła się rozmowa 
z muzykami orkiestry. Niby wiedział o co chodzi ale na razie chyba nie jest w stanie zainteresować nas
swoimi propozycjami. Także w Symfonii D-dur op. 104 Haydna  kontakt z zespołem był nijaki a efekty pracy
wręcz nieciekawe...  

Modestas Pitrenias  z Litwy  rozpoczął od Uwertury do Czarodziejskiego fletu. 
Przez cały czas odczuwał jakby głód koncertowania i pracy. Cały czas się śpieszył  się ale w tym dobrym, 
pozy-tywnym  znaczeniu co bardzo przydało się się do pracy i wykonania mozartowskiego arcydzieła. 
Potem była - po raz kolejny - grana IV Symfonia Beethovena. Pitrenas to dość klasyczny dyrygent, 
efektywnie pracujący,  precyzyjny i skutecznie zachęcający  do pracy muzyków. Dobry i ciekawy kandydat.

Przesłuchania pierwszego dnia I etapu kończył Wsiewołod Połoński z  Rosji.  
Znów zabrzmiała nam uwertura tragiczna Brahmsa. Muzyka biegła wartko ale zupełnie nie porywała. 
I raz jeszcze Orkiestra grała V Symfonię Schuberta. Nie była to jakaś szczególna kreacja 
ale puls był żywy a temperatura gry i pracy - wysoka. Umie on pracować z orkiestrą.  
Jest wrażliwy, ciekawy  mimo pewnych mieszanych uczuć, które pojawiły się podczas jego wystepu. 

Adam Rozlach - rzecznik prasowy MKD 

POWRÓT

6 grudnia - po koncercie inauguracyjnym.

Ceremonie, mowy,  kwiaty, kamery,  mikrofony i na szczęście dominująca  muzyka…

Orkiestra Filharmonii Śląskiej wykorzystała wczoraj znakomitą okazję 
aby zaprezentować nie tylko zgromadzonej widowni ale i telewidzom II programu TVP
muzykę patrona Konkur-su Grzegorza Fitelberga (Pieśń o sokole) 
oraz Bolesława Szabelskiego (V Symfonia). 
Zdaje się, że dzięki Konkursowi obaj kompozytorzy jeśli nie zadebiutowali to mieli
współczesne premiery na telewizyjnej antenie i to po wielu latach absolutnego milczenia.
O radiowej transmisji nie piszę w ogóle bo to dla Polskiego Radia "chleb codzienny" 
a dla TVP raczej był to wypadek przy pracy.
Oby nie skończyło się to na tym wyjątku. No i walczmy  jeszcze o fachowe komentarze
telewizyjne - błędy robimy wszyscy ale powiedzieć, tak jak stało się wczoraj, 
że solistą w V Symfonii Szabelskiego będzie Piotr Paleczny - jest jednak oznaką braku 
fachowego przygotowania co kiedyś nigdy się nie zdarzało a od kilku lat -niestety- 
stało się w TVP czymś bardzo normalnym. 

Orkiestrę poprowadził Mirosław Jacek Błaszczyk. Zaimponowała mi jego postawa 
w Symfonii Szabelskiego. Znakomicie zbudował on wielką kulminację, 
był przy tym szalenie wyrazisty, do końca - jak zawsze - wciągnięty w wir potężnych,
emocjonalnych zdarzeń co niezwykle skutecznie przenosiło się na grających muzyków
oraz - co równie ważne - na słuchającą widownię. 

Jeśli tak trudna muzyka ponad 70 letniego kompozytora (w momencie pisania) była 
czymś bardzo otwartym dla słuchaczy - doskonale to świadczy nie tylko o tej muzyce
ale i o wykonawcach. Za to należą się dyrygentowi i jego muzykom wielkie brawa.
Solistą w Czwartej Symfonii i to Karola  Szymanowskiego był Piotr Paleczny - 
po śmierci Tadeusza Żmudzińskiego jedyny już etatowy i wybitny wykonawca tego arcydzieła.
I on potrafi tworzyć wielkie napięcia i ogromne kulminacje ani na chwilę nie zapominając 
o jakże trudnej tam pianistycznej materii i nigdy jej nie zubażając. 

Tymi cechami Piotr Paleczny imponuje od zawsze dlatego tak często i chętnie jest zapraszany
do współpracy z najlepszymi polskimi orkiestrami. 

Mam tylko jedną uwagę co do całości wczorajszego koncertu a zwłaszcza wobec wykonań obu symfonii:
śmiem sądzić, że w tej niełatwej akustyce trzeba jednak bardziej radykalnie ważyć dynamikę wykonania. 
W przeciwnym razie powstaje tak niesamowity tumult, że gubi się to wszystko 
co pozwala na pełne ogarnięcie i zrozumienie całości dźwiękowej materii.

W przerwie koncertu otwarto fascynującą wystawę batut z kolekcji Maestro Tadeusza Strugały. 
Jak doskonale zauważyli to zwiedzający - absolutnie znakomitym pomysłem 
było "zawieszenie" batut gdzieś w powietrzu. 
One żyją, są wśród nas, pełne są ekspresji i jakiejś niewysłowionej energii… 

Adam Rozlach - rzecznik prasowy MKD 


POWRÓT

5 grudnia 2003, dzień Koncertu Inauguracyjnego
   
 Międzynarodowy Konkurs Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga w Katowicach
 właśnie dziś rozpoczyna swoją siódmą już edycję.
 To niewiele wobec dwóch naszych największych wykonawczych konkursów: 
 Chopinowskiego oraz Wieniawskiego ale przecież blisko 25-letnia tradycja 
 międzynarodowych wydań katowickiego konkursu ma swoją wielką wagę a i krajowe,
 wcześniejsze edycje - wartość tę podnoszą. 
 
 Pamiętajmy, że laureatami konkursów ogólnopolskich  są wybitni polscy dyrygenci 
 m.in. Agnieszka Duczmal,Marek Pijarowski oraz Jerzy Salwarowski 
 zaś Chikara Imamura, Michael Zilm czy Massimiliano Caldi 
 - niektórzy zwycięzcy konkursów międzynarodowych - to także znaczące dziś postaci
 międzynarodowego życia muzycznego. 
 
 Pięknie zresztą podkreślono związek laureatów z katowickim Konkursem zapraszając
 J. Salwarowskiego , Mirosława J. Błaszczyka,
 Ch. Imamurę oraz M. Zilma do składu międzynarodowego Jury. 
 
 Innym dowodem pięknej tradycji Konkursu Fitelberga jest fakt udziału w tegorocznej 
 edycji, kolejnego już pokolenia polskich dyrygentów w tym córki Agnieszki Duczmal
 - Anny Jaroszewskiej. 

 Witamy w Katowicach młodych dyrygentów z wielu stron świata, witamy mistrzów batuty 
 - Jurorów z kraju i zagranicy, którzy w Katowicach pracować będą pod przewodnictwem 
 Maestro Tadeusza Strugały. 
 Witamy Przyjaciół Konkursu, zaproszonych Gości, witamy krytyków i dziennikarzy, 
 którzy przez najbliższe dnie wysyłać będą stąd swoje oceny i analizy występów 38 
 kandydatów. 
 
 Dyrygować oni będą w Sali koncertowej im. Karola Stryi, założyciela Konkursu, 
 Orkiestrą Filharmonii Śląskiej, która przez wszystkie dotychczasowe edycje zbierała 
 zasłużenie najwyższe pochwały za znakomitą postawę i ogromną życzliwość wobec 
 wszystkich młodych dyrygentów. 

 Muzyków Orkiestry przygotował i w tym roku Mirosław Jacek Błaszczyk
 - dyrektor artystyczny Filharmonii Śląskiej i Konkursu Dyrygentów, 
 juror, laureat  Konkursu Fitelberga z 1991 r. oraz absolwent prof. Stryi,
 który - o czym doskonale wiemy - dyrygenckiego fachu uczył się u patrona Konkursu 
 - Maestro Grzegorza Fitelberga. 
 
 Tak piękna i bogata jest tradycja katowickiego Konkursu, która w tym roku kreśli
 swoje kolejne artystyczne rozdziały.

 Adam Rozlach - rzecznik prasowy MKD 






 

POWRÓT